Uwaga! Trwają prace nad nową wersją serwisu. Mogą występować przejściowe problemy z jego funkcjonowaniem. Przepraszam za niedogodności!
⛔ Masz dość walki z kodem i samym sobą? 🔄 Czas na RESET! ✅ Dołącz do bezpłatnego wyzwania!
Chcesz być (lepszym) programistą i lepiej zarabiać? Umów się na rozmowę - powiem Ci jak to zrobić!
Gość: Łukasz Stefański – kim jest i czym się zajmuje
Czy możesz się przedstawić i powiedzieć, co łączy Cię z branżą IT?
Czy rok 2026 to koniec sztywnego podziału na Frontend i Backend, a początek ery “rozmytego Fullstacka”?
Co w praktyce oznacza bycie „Product Oriented Developerem” dla kogoś, kto dopiero zaczyna?
Czy próg wejścia we frontend nie stał się w ostatnich latach nienaturalnie wysoki?
Jak Junior ma mieć motywację do uczenia się solidnych podstaw, skoro AI generuje działający kod w kilka sekund?
Czy narzędzia AI typu Lovable czy Replit to realne zagrożenie dla stanowisk juniorskich?
Jak wyróżnić się w rekrutacji w 2026 roku, gdy na jedno ogłoszenie spływa kilkaset CV?
Jak może wyglądać praca frontendowca w 2026 roku w różnych środowiskach tj. w Software House, firmie produktowej czy startupie?
Czy stereotypowy programista-introwertyk ma jeszcze rację bytu na dzisiejszym rynku?
Czy studia informatyczne lub szkolenia grupowe (np. bootcampy) dają jakąkolwiek przewagę nad samoukami?
Co zarekomendujesz osobie, która chce znaleźć pracę we frontendzie w 2026 roku?
Gdzie możemy Cię znaleźć w sieci?
Łukasz Stefański – kontakt
Gdzie możemy Cię znaleźć w sieci?
➡ Mateusz Bogolubow, Jak zostać programistą: Skuteczny przewodnik
➡ LinkedIn: www.linkedin.com/in/lukaszstefanski/
Dziś moim gościem jest Łukasz Stefański. Łukasz przedstawi nam perspektywę na rok 2026 dla Frontendu. Łukaszu, dziękuję, że przyjąłeś moje zaproszenie na rozmowę!
Cześć Mateusz, dziękuję bardzo za zaproszenie. Mam nadzieję, że ta rozmowa będzie wartościowa dla słuchaczy.
Zanim przejdziemy do głównego tematu, czy możesz się przedstawić i powiedzieć, co łączy Cię z branżą IT?
Komputery przewijały się w moim życiu od dziecka. W szkole zawsze chodziłem do klas o profilu matematyczno-fizycznym, więc temat stron internetowych często się pojawiał. Mimo to pierwsze studia, jakie skończyłem, to była ekonomia – moim marzeniem było zostać maklerem papierów wartościowych. W międzyczasie robiłem rzeczy zupełnie niezwiązane z IT. Życie jednak tak się potoczyło, że dopiero później skończyłem informatykę.
W ogólnie pojętym IT zaczynałem prawie 10 lat temu. Byłem kimś na wzór Project Managera w – chyba największym – call center we Wrocławiu. Wtedy też po godzinach zrobiłem swoją pierwszą komercyjną stronę. Pamiętam, że miała ona formę wirtualnego zbioru różnych kart rabatowych i była przeznaczona jako benefit dla konsultantów telefonicznych, którzy tam pracowali. Byłem już wtedy na studiach inżynierskich z informatyki. Cały czas robiłem masę szkoleń, kursów i czytałem książki o programowaniu. Udało się nawet zrobić dodatkowo studia podyplomowe w tym kierunku.
Po nieco ponad roku zostałem pełnoprawnym Frontend Developerem, ale już w innym miejscu. Standardowo wysyłałem CV do różnych firm i próbowałem szukać czegoś przez sieć kontaktów. Jak to zazwyczaj bywa – w paru miejscach w ogóle nie byłem brany pod uwagę, gdzie indziej odrzucili mnie po rozmowie. Do tej pory pamiętam rekrutację w jednej korporacji, gdzie kazali mi pisać kod na tablicy.
W końcu udało się zmienić pracę i z bycia takim trochę PM-em, stałem się Web Designerem w pewnym szwajcarskim banku. Następnie przeszedłem na stanowisko developera i pracowałem tam prawie dwa lata. Miałem też w międzyczasie epizod z nauką programowania dla dzieci i nastolatków po godzinach.
Później trafiłem do jednego z wrocławskich software house'ów, gdzie pracowałem nad jednym projektem przez ponad 6 lat. Udało się też skończyć inżynierkę i zrobić magisterkę. Początki w tej firmie to był prawdziwy hardcore. Ogromna komercyjna aplikacja z dziesiątkami tysięcy klientów z branży logistycznej. Masa feature'ów i bugów – wszystko musiało działać. Akurat trafiłem na moment przepisywania starej wersji na nową, więc było tym bardziej ciekawie. Do dziś pamiętam dzień release'u nowej wersji na produkcję. Warto tu wspomnieć o ogromnym kredycie zaufania, jaki dostałem od lidera zespołu, Mariusza – pozdrawiam! – dzięki któremu bardzo się rozwinąłem.
Na ten moment od kilku miesięcy piszę tę samą aplikację co wcześniej, ale już zatrudniony bezpośrednio w firmie, do której ona należy. W zasadzie od momentu, gdy zacząłem programować komercyjnie, stało się to moją pracą i hobby jednocześnie.
Przejdźmy do przyszłości. Czy rok 2026 to koniec sztywnego podziału na Frontend i Backend, a początek ery „rozmytego Fullstacka”?
Ciężko powiedzieć jednoznacznie, ale warto prześledzić historię web developmentu. Zaczynaliśmy od statycznych stron w HTML. Potem backend, np. PHP, generował HTML. Następnie pojawiło się jQuery, a po nim React i Angular. Teraz mamy meta frameworki jak Next.js czy Astro i powrót do generowania treści na serwerze.
Wzrost złożoności jest ogromny – mamy różne podejścia do architektury (monolit vs mikrofrontend), zaawansowane rozwiązania CSS (Tailwind, Material-UI), narzędzia typu Vite, cache'owanie, tree shaking, CDN-y itd. Jeśli chodzi o architekturę, to standardowo powiem: „to zależy”. W 80–90% przypadków monolit będzie super. Ale jeśli pracujemy w projekcie, gdzie jest ponad 100 programistów, różne cykle release'ów i domeny biznesowe, to mikrofrontend może okazać się lepszy ze względu na niezależne deploy'e.
Już same te rzeczy świadczą o tym, że frontend to ogromny temat. A co dopiero mówić o backendzie na takim poziomie zaawansowania. Czy zmierzamy w stronę fullstacków? To zależy. W zasadzie każdy frontendowiec napisze proste REST API, a każdy backendowiec poradzi sobie z podstawowym layoutem. Ale czy to czyni z nich fullstacków? Niekoniecznie. W obu dziedzinach jest dużo głębszej wiedzy do ogarnięcia – chmura, konteneryzacja, konfiguracja serwera po stronie backendu itd.
Dwa miesiące temu robiłem ankietę na LinkedIn i zdania były podzielone. Część osób uważała, że endpointy w Next.js wystarczą, by uznać się za fullstacka, inni protestowali. Moim zdaniem wiele zależy od firm. W małych projektach bycie fullstackiem to często jedyny słuszny kierunek. Z kolei w dużych systemach podział na frontend i backend będzie nadal wyraźny – stąd w ofertach pracy często widać dopisek „Fullstack z nastawieniem na np. React”.
Dodatkowo, frontend i backend mają inne dobre praktyki. Trzeba dużo wiedzieć, żeby robić to dobrze. Na początku przygody z programowaniem kluczowe jest poznanie tych zasad. Oczywiście w pracy komercyjnej często są one tylko na papierze, bo klient płaci za działający kod, a nie wzorce projektowe, ale jak powiedział Picasso: „Poznaj zasady jak profesjonalista, żeby móc je łamać jak artysta”. Jeśli świadomie łamiemy zasady, możemy uchronić się przed problemami. Jeśli ich nie znamy – skutki są nieprzewidywalne. Podsumowując: „rozmyty fullstack” to idealne określenie tego, co dzieje się na rynku.
Wspomniałeś też o nowym podejściu do roli programisty. Co w praktyce oznacza bycie „Product Oriented Developerem” dla kogoś, kto dopiero zaczyna?
Bycie product oriented oznacza skupienie się na wartości biznesowej. Chcemy być partnerem dla biznesu – czyli najczęściej dla Project Managera. Jeśli znajdziemy wspólny język, praca będzie łatwiejsza. PM ma wiedzę domenową, ale my jako programiści też powinniśmy ją zdobywać.
Przykład: tworzymy aplikację dla księgowości. Jeśli jako programista wiem, jakie są rodzaje faktur, stawki VAT i że branża jest regulowana ustawami, mogę lepiej pisać kod. Mogę przewidzieć, że za rok pojawi się zmiana w prawie i zaprojektować system tak, by jego modyfikacja była łatwiejsza.
Kiedyś stereotyp programisty-mruka miał rację bytu, bo IT było „magiczne” i umiejętności miękkie bywały pomijane. Teraz świat się zmienił. AI otworzyło drzwi do programowania wielu osobom, a dla nas jest to ogromne przyspieszenie. Zamknięty na biznes „klepacz kodu” będzie miał bardzo ciężko. Taka osoba w długim terminie nie znajdzie dobrej pracy, bo rzadko kto chce z nią współpracować. Jeśli nie rozumiesz biznesu, trudno Ci argumentować potrzebę np. refaktoryzacji. Biznes nie zrozumie argumentu „bo tak mówią dobre praktyki”, ale zrozumie argument: „refaktor przyspieszy prace nad kluczowymi funkcjami planowanymi na przyszły kwartał”.
To ogromna różnica w myśleniu – widzenie całej bryły, a nie tylko klocków. Ważna jest wartość biznesowa, bo to za nią płacą użytkownicy. Nawet w korporacji warto być partnerem dla Product Ownera. To może mieć wpływ na nasz awans i rozwój. Oczywiście jakość kodu nadal jest kluczowa – nie zostaniesz programistą 20k tylko dzięki gadaniu. Ale technologię wytwarzamy dziś szybciej dzięki AI i statycznej analizie kodu, więc musimy wiedzieć „co jest pięć” również biznesowo.
Dla juniora wyróżnienie się takim podejściem jest proste. Jeśli rekrutujesz się do firmy HR-owej, zrób 30-minutowy research z pomocą AI o problemach tej branży i wspomnij o tym na rozmowie. To pokazuje, że zależy Ci na jakości produktu.
A czy próg wejścia we frontend nie stał się w ostatnich latach nienaturalnie wysoki? Czy może tak po prostu wygląda teraz cała branża?
To trudne pytanie. Próg wejścia jest wysoki ze względu na mnogość i zaawansowanie technologii. Weźmy stylowanie: czysty CSS, SCSS, Material-UI, Tailwind... Jest tego mnóstwo.
Ale to naturalna ewolucja. Porównałbym to do samochodów. Kiedyś każdy naprawił „malucha” z pomocą rajstopy zamiast paska. Dziś mamy auta za 200 tysięcy, naszpikowane elektroniką, których nikt sam nie naprawi. Mimo to wciąż pojawiają się młodzi mechanicy, często wyspecjalizowani np. w elektryce. W IT jest tak samo. Kiedyś kod strony był prosty, dziś otwierasz źródło i widzisz pustkę, bo to aplikacja SPA.
Nie traktowałbym tego jako bariery, ale jako wyzwanie dla ciekawości. Warto zacząć od podstaw, a potem skakać na głęboką wodę. Pogodzenie się ze zmianą to fundament tej branży. Pracując jako frontendowiec, musisz się ciągle doszkalać. Dobra wiadomość jest taka, że z czasem jest łatwiej – jak opanujesz jeden state manager, każdy kolejny będzie prostszy.
Skoro mowa o nauce – jak Junior ma mieć motywację do uczenia się solidnych podstaw, skoro AI generuje działający kod w kilka sekund?
Trzeba sobie uświadomić, że wygenerowany kod bywa błędny. AI potrafi halucynować. Jak zweryfikujesz kod z ChatGPT, jeśli nie znasz podstaw? Nie da się. Trzeba znać fundamenty i koniec.
Oczywiście, można użyć jednego AI do generowania, a drugiego do code review – to już się dzieje w CI/CD. Ale na końcu i tak patrzy na to programista. Poza tym każda rekrutacja zawiera część techniczną. Zawsze padną pytania o język, framework czy architekturę. Musisz to umieć. Inaczej firmy zatrudniałyby losowych ludzi.
Polecam strony typu CodeWars czy LeetCode. Zadania algorytmiczne kształtują myślenie. Może nie są najważniejsze na froncie, ale każdy programista powinien je znać, bo często pokazują seniority.
Warto korzystać z AI podczas nauki, ale mądrze. Generuj kod, ale go analizuj, dopytuj, sprawdzaj. Jeśli będziesz brać wszystko w ciemno, nigdy nie zrozumiesz działania od podszewki. Fundamenty są kluczowe. Jak mówi cytat: „Żaden wiatr nie jest pomyślny temu, kto nie wie, do którego portu płynie”. Dyscyplina i konsekwencja to klucz.
Czy narzędzia AI typu Lovable czy Replit to realne zagrożenie dla stanowisk juniorskich?
Raczej nie. To świetne narzędzia do prototypowania i prostych aplikacji, ale firmy potrzebują rozwiązań szytych na miarę (custom development). Często współpraca z software housem zaczyna się od proof of concept – tu AI przyspiesza pracę, ale potem wchodzi klasyczne programowanie.
Senior z AI zyskuje na wydajności, nie tracąc czasu na proste rzeczy. Ale junior z AI też staje się bardziej wydajny! Boost dotyczy każdego poziomu. Poza tym, rzuciła mi się w oczy ważna myśl na LinkedIn: co będzie za 10 lat, jeśli przestaniemy zatrudniać juniorów? Kto zastąpi seniorów?
Jak w takim razie wyróżnić się w rekrutacji w 2026 roku, gdy na jedno ogłoszenie spływa kilkaset CV?
Najgorsze to wysłać CV i biernie czekać. Trzeba robić to, czego nie robi reszta.
Zacznijmy od CV. Jeśli systemy ATS faktycznie automatycznie odrzucają kandydatów, warto skonsultować CV ze specjalistą. Frontendowiec nie musi mieć "ładnego" CV – od designu jest UX. Ważna jest treść i czytelność dla automatu (prosta forma, brak nadmiaru grafik). Alternatywą jest strona-wizytówka.
Druga sprawa: LinkedIn. Warto prowadzić konto, opisywać swoją drogę do bycia programistą. Trzecia: Networking. Meetupy, konferencje – tam ludzie są chętni do rozmowy. Sam poznawałem tak ludzi, których potem wspierałem udostępniając ich posty o szukaniu pracy. Czwarta: Studia. Na uczelni nie nauczysz się komercyjnego kodowania, ale zbudujesz sieć kontaktów i złapiesz pierwsze staże.
Portfolio na GitHubie? Zdania są podzielone, ale dla mnie jako rekrutera to punkt wyjścia do rozmowy. Jeśli kod jest skopiowany bez zrozumienia, wyjdzie to po 5 minutach. Lepiej napisać jeden zaawansowany projekt (z CI, logowaniem, websocketami) i dzielić się postępami na LinkedIn, niż robić kolejną listę to-do.
Warto też pisać bezpośrednio do rekruterów. I szukać małych przewag – np. jeśli nie boisz się ludzi, napisz, że chętnie poprowadzisz prezentację dla klienta. To duży plus.
Ofert dla juniorów jest mało, bo firmy wolą doświadczonych, którzy od razu zarabiają. Junior to inwestycja obarczona ryzykiem. Ale branża się stabilizuje – w 2025 roku ofert było więcej. Pamiętajmy też, że firmy mają swoje bazy kandydatów i często dzwonią do osób, które już znają, zanim wystawią ogłoszenie.
Jak może wyglądać praca frontendowca w 2026 roku w różnych środowiskach: Software House, firma produktowa, startup?
Software House to duża dynamika i zmienność projektów (od 3 miesięcy do 2 lat). Poznasz tu wiele technologii. Firma produktowa to rozwój i utrzymanie jednej aplikacji. Mniejsza zmienność technologii, ale ogromne znaczenie wiedzy domenowej. Jeśli przebranżawiasz się np. z bankowości, w fintechu będziesz mieć dużą przewagę. Startup to jazda bez trzymanki. Presja inwestorów, często jesteś „one man army”. Bez doświadczenia może być tam ciężko.
Wspólny mianownik? AI. W każdym z tych miejsc musisz umieć z niego korzystać, by być wydajnym. Jeśli się nie zaadaptujesz, zostaniesz w tyle.
Czy stereotypowy programista-introwertyk ma jeszcze rację bytu na dzisiejszym rynku?
Uważam, że nie. Czasy „u mnie działa” i zamykania się w piwnicy minęły. Takie osoby są trudne we współpracy. Biznes nie chce pracować z mrukami, którzy nie rozumieją klienta. Klient płaci za działający kod i realizację celów biznesowych, a nie za sztukę dla sztuki.
Komunikatywność to must have. Ułatwia współpracę, negocjowanie zakresu zadań, prowadzenie demo. Umiejętności miękkie mogą być decydującą przewagą w rekrutacji, choć oczywiście core to nadal inżynieria.
Czy studia informatyczne lub bootcampy dają przewagę nad samoukami?
Bootcampy są krytykowane za cenę i dostępność darmowej wiedzy, ale dają strukturę. Jeśli jednak nie masz zaangażowania, nawet najdroższy kurs nic nie da. Nie traktuj bootcampu jak gwarancji pracy, ale jak przyspieszacz. Samoukiem da się zostać (polecam roadmap.sh), ale jest trudniej znaleźć drogę w gąszczu technologii.
Studia? Nikt nie nauczył się tam komercyjnego kodowania (słynne kolokwia na kartce), ale dają ogólną wiedzę o IT (sieci, protokoły), która się przydaje. I budują network – to świetne miejsce na start. Nie demonizowałbym studiów, ale w IT papierek nie jest konieczny.
Największą przewagę daje mentor. Ktoś, kto już pracuje i naprowadzi Cię na dobrą drogę.
Co zarekomendujesz osobie, która chce znaleźć pracę we frontendzie w 2026 roku?
Upór i ciężką pracę. Nikt nie rodzi się z wiedzą o CSS i JS. To kwestia czasu poświęconego na naukę. Nie ma drogi na skróty. Jak nie przyjmą Cię w jednym miejscu, próbuj w drugim, dziesiątym. Nie odpuszczaj. Sam byłem odrzucany na początku, ale byłem uparty.
Gdzie możemy Cię znaleźć w sieci?
Najłatwiej na LinkedIn. Staram się tam regularnie udzielać. Jeśli macie pytania, chętnie odpowiem.
Łukaszu, bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę i podzielenie się z nami swoimi przemyśleniami.
Dzięki wielkie!
Chcesz zostać (lepszym) programistą i lepiej zarabiać?
🚀 Porozmawiajmy o nauce programowania, poszukiwaniu pracy, o rozwoju kariery lub przyszłości branży IT!
Umów się na ✅ bezpłatną i niezobowiązującą rozmowę ze mną.
Chętnie porozmawiam o Twojej przyszłości i pomogę Ci osiągnąć Twoje cele! 🎯