Uwaga! Trwają prace nad nową wersją serwisu. Mogą występować przejściowe problemy z jego funkcjonowaniem. Przepraszam za niedogodności!

🔥 Zgarnij PŁATNY STAŻ w 3 edycji kursu programowania front end (zapisy do 22.01) 🔥

Czy przebranżowienie do IT ma jeszcze sens – część 2

Narzędzia no-code/low-code, superjunior i przyszłość rekrutacji

Daniel Roziecki, programista, mentor i youtuber, rozmawia ze mną o tym, czy przebranżowienie do IT ma jeszcze sens. Jest to druga część naszego spotkania, gdzie omawiamy m.in. temat tego, czy nadal warto inwestować w naukę programowania, a jeśli tak, to kiedy będzie na to najlepszy moment. Zastanawiamy się również, czy w dobie AI warunki rekrutacji ulegną zmianie.

Poruszane tematy

Czy narzędzia low-code i no-code zastąpią programistów
Co sądzisz o rozwiązaniach low-code i no-code? Czy to sektor intensywnie się rozwijający? Czy ma szansę całkowicie zastąpić pisanie aplikacji „od podstaw”?

Czy warto inwestować w naukę programowania
Czy warto inwestować teraz w edukację w dziedzinie IT? Czy to nie jest tak, że obecnie mamy dobry moment na naukę, bo większość osób się zniechęciła, słysząc o sztucznej inteligencji, która zastąpi programistów? W mojej ocenie za parę miesięcy kurz opadnie, a najwytrwalsi będą zbierać owoce swojej pracy.

Trudna sytuacja na rynku pracy IT – przetrwają najwytrwalsi?
Czy uważasz, że obecna sytuacja w IT jest dobrym weryfikatorem naszych marzeń? Ciągle widzę, że na grupach pojawia się narzekanie na brak pracy. Wiem, że zarówno Twoi, jak i moi podopieczni znajdują pracę. Oczywiście teraz jest to trudniejsze, ale nadal praca jest. Co myślisz o tej fali zwątpienia w rynek pracy?

Każdy kiedyś zaczynał naukę programowania
Nikt nie ląduje pośrodku programistycznej kariery, nikt nie jest od razu midem czy seniorem – każdy kiedyś zaczynał i to się raczej nie zmieni. Może więc nie ma co debatować nad tym, „czy warto teraz wejść do IT”, tylko po prostu to zrobić, jeśli dobrze się w tym czujemy?

Wizerunek polskiego programisty za granicą
Jakie są perspektywy rozwoju branży IT w Polsce w najbliższej przyszłości? Polscy programiści są cenieni na całym świecie – w jaki sposób powinni to wykorzystać juniorzy?

Zmiany w rekrutacji w kontekście narzędzi AI
Czy wg Ciebie warunki rekrutacji się zmienią? Teraz możemy korzystać z takich narzędzi jak ChatGPT i prawie każdą odpowiedź mieć natychmiast. Jak wpłynie to na sposób weryfikacji naszych umiejętności technicznych? W mojej ocenie forma testów z pytaniami online, która nie była w stanie sprawdzić umiejętności programistycznych, na szczęście odejdzie w zapomnienie.

Podpowiedzi dla osób startujących w branży IT
Podsumowując: jakie masz rady dla osób, które dopiero chcą wejść do branży IT i będą zaczynać od podstaw?

Książka dla osób zaczynających naukę programowania
Jaką książkę polecisz osobie, która chce być konkurencyjna na rynku pracy IT za parę miesięcy, może za rok?

Gość: Daniel Roziecki – kontakt
Gdzie możemy Cię znaleźć w sieci?

Polecana książka

➡ Steve Peters, Paradoks szympansa

Kontakt do gościa

➡ YouTube: Jak Zostać Programistą Wymiataczem

➡ LinkedIn: linkedin.com/in/daniel-roziecki

➡ Instagram: instagram.com/daniel.roziecki

➡ Grupa na Facebooku dla początkujących programistów (ponad 5000 członków): Junior pyta, mentor odpowiada... albo i nie 🙂

➡ Bezpłatny mailing dla początkujących programistów (ponad 2300 subskrybentów): zerotojunior.dev

Transkrypcja

Jest to druga i zarazem ostatnia część rozmowy o tym, czy przebranżowienie do IT ma jeszcze sens. Moim gościem jest Daniel Roziecki, programista, mentor i youtuber. W przednim odcinku poruszyliśmy m.in. temat tego, czy branża IT nadal jest jednym z najbardziej opłacalnych sektorów oraz co w programistycznym świecie zmieni sztuczna inteligencja.

Chciałbym zapytać o tematy związane z low-code i no-code. Jeżeli ktoś nie wie, co to jest, to zapraszam – mam osobny odcinek na ten temat (Co wybrać: low-code czy język programowania). Czy Twoim zdaniem jest to sektor, który bardzo prężnie się rozwija i czy może on całkowicie zastąpić pisanie aplikacji od podstaw?

Tak i nie. Tak – jest to sektor, który bardzo się rozwija; nie – nie może zastąpić pisania aplikacji od podstaw. Może i nie może. To jest trochę bardziej skomplikowane, jak to zawsze bywa. Zacznijmy od tego, do czego te aplikacje powstały. One nie są nastawione na tworzenie wielkich rozwiązań, czyli jeśli ktoś chce stworzyć system, w ramach którego będzie funkcjonowało sto, dwieście, trzysta, pięćset, tysiąc czy nawet dziesięć tysięcy użytkowników, to no-code ani low-code nie jest tutaj rozwiązaniem. Prędzej czy później natrafi na ścianę wydajności, kosztów albo możliwości.

Jak tworzymy w narzędzia low-code, to jesteśmy ograniczeni do tego, co te narzędzia oferują. Możemy to rozbudowywać – jeżeli trafimy na jakąś ścianę w przypadku narzędzi low-code’owych, możemy sobie sami napisać jakiś mikroserwis, który robi pewne rzeczy szybciej, lepiej albo taniej. Tak naprawdę można więc stosować takie hybrydowe rozwiązania w pewnym momencie stosować, gdzie mamy użyte częściowo narzędzia low-code'owe, jakieś klocki low-code'owe, które się odwołują do naszego mikroserwisu, a potem wracamy do tego low-code'u, do tych scenariuszy i lecimy dalej.

W ten sposób można tworzyć nawet rozbudowane rozwiązania, ale to nie jest coś, co w dłuższej perspektywie jest w stanie całkowicie zastąpić programistów czy umożliwić budowanie wielkich rozwiązań. Być może to się kiedyś zmieni, no bo platformy się zmieniają, możliwości technologiczne się zmieniają i tak dalej. Natomiast ja myślę, że przede wszystkim to nie jest cel. Te rozwiązania cudownie się sprawdzają na przykład do tworzenia MVP, czyli takich małych projektów, żeby sprawdzić, czy dany pomysł zadziała, czy jest dobrze przyjmowany przez użytkowników. Tutaj sprawdza się to absolutnie cudownie, ale w pewnym momencie – gdy to nasze rozwiązanie się przyjmie, użytkownicy będą zadowoleni i zacznie się ich pojawiać coraz więcej – to dojdziemy do granicy, kiedy full code będzie absolutnie potrzebny.

Dlaczego tak się dzieje? Narzędzia low-code'owe są składane z klocków. Te klocki mają swoje ograniczenie. Tak naprawdę każdy klocek to taka graficzna reprezentacja dostępu do jakiegoś API, na przykład Gmail udostępnia swoje API, przy pomocy którego można tworzyć dokumenty czy przeglądać pocztę. Samo to API ma już ograniczenia. Google ogranicza liczbę wywołań, liczbę maili, jakie możemy wywołać. Z jednej strony mamy więc ograniczenia po stronie API dostawców różnych systemów, a z drugiej strony mamy ograniczenia w samych narzędziach low-code, na przykład te klocki, które tam są, mogą nie obsługiwać pełnego API. I bardzo często tak jest, takie klocki są dosyć uproszczone – są w nich najczęściej używane funkcjonalności, ale nie zawsze wszystkie, prawie nigdy nie są wszystkie. Można to obejść tworząc ręczne wywołanie API, czyli wręcz wpisując komendę i przesyłając ją w ramach tego klocka do Google’a. Można, ale to więcej roboty.

No i tutaj zaczynają się już takie szczegóły techniczne, do których osoby zupełnie nietechniczne niechętnie podchodzą, czyli mamy drugi problem. Trzeci problem jest taki, że te aplikacje są jakoś rozliczane. Rozliczane jest albo uruchomienie całego scenariusza (chociaż już rzadko) albo coraz częściej w modelu uruchomienia poszczególnych operacji w ramach scenariusza. Powiedzmy więc, że stworzymy najprostszy możliwy scenariusz, który będzie się składał z trzech elementów. Pierwszy element to jest tak zwany webhook, czyli miejsce, do którego przerzucamy dane z zewnątrz, na przykład wysyłamy maila na mailhooka albo mieliśmy sprzedaż i skontrigurowaliśmy nasz program do sprzedaży tak, że jak się sprzeda towar, to jest wysyłana odpowiednia informacja na tego webhooka. Ta informacja dochodzi do tego webhooka – czyli mamy pierwszą cegiełkę. Druga cegiełka ma nam wysłać maila o tej sprzedaży: odpalamy sobie cegiełkę Gmaila, wrzucamy tam informacje z tego webhooka, pobieramy informacje, kto kupił, co kupił oraz ile i wysyłamy sobie maila. Trzecia cegiełka to będzie na przykład zapisanie tego do bazy, a czwarta cegiełka, która by się jeszcze przydała, to odpowiedź, że wszystko przeszło. Są więc cztery takie elementy.

Wyobraźmy sobie, że mamy w tej chwili wykupiony abonament, który pozwala na wykonanie dziesięciu tysięcy operacji miesięcznie – to jest strasznie dużo, tylko że w scenariuszu mieliśmy cztery operacje. Jeśli mamy dużą sprzedaż, to w pewnym momencie może się okazać, że czterdzieści tysięcy operacji pójdzie tak, że się nawet nie zorientujemy. Trzeba wówczas wykupić większe konto. Super, można wykupić większe konto, płacąc coraz więcej – to i tak jest ciągle opłacalne z punktu widzenia tworzenia oprogramowania, ale to też ma swoje limity. Dochodzimy w pewnym momencie do planu enterprise, ale on też ma swoje limity. Można mieć pięć, dziesięć milionów operacji i zaczynają się schody. Plus rozwiązań low-code’owych i no-code’owych jest taki, że jak coś nie działa, to te firmy zajmują się kontaktem z dostawcami usługi i tak dalej, ale nie zawsze robią to w takim tempie, jak byśmy chcieli. Zrzucamy dużo na te usługi no-code’owe, ale nie wszystko tam zawsze będzie działało idealnie. Czasami te usługi same nie działają i w pewnym momencie możemy dojść do wniosku, że nasza usługa jest na tyle ważna i na tyle istotna, że już nie możemy polegać na rozwiązaniach low-code’owych i wtedy naprawdę ten full code będzie absolutnie konieczny.

Mieliśmy już nie mówić o ChatGPT, ale też wspomnę: on się cudownie integruje z tymi rozwiązaniami no-code’owymi, bardzo fajnie się wywołuje Open AI z tych rozwiązań no-code’owych i robi różne fajne rzeczy. Ale on też nadaje się do pewnych rzeczy i te narzędzia no-code’owe też mają swoje zastosowanie, swoje plusy, minusy. I tak: wszystko można w nich zrobić błyskawicznie, można bardzo szybko wejść, żeby zacząć pracować, ale z drugiej strony nie zrobi się wieloskalowalnych rozwiązań, tylko i tak będzie trzeba prędzej czy później posiłkować się rozwiązaniami full code’owymi.

To jest mega fajne, bardzo pomaga – wdrożenie w takie rozwiązania daje juniorowi chociażby możliwość stworzenia prostych automatyzacji dla samego siebie. Można robić naprawdę bardzo fajne rzeczy: system zadań, który działa z Notion, albo informacje o commitach przesyłane w odpowiedni miejsce. Pracujesz z małym zespołem i chcesz go informować o tym, co zrobiłeś? Można to zrobić, skonfigurować, przesyłać. Można robić mnóstwo różnych dziwnych rzeczy i można sobie ułatwiać.

Z drugiej strony to jest to, o czym mówiłem ostatnio, że jestem w stanie bardzo łatwo wyobrazić sobie firmy, które swoje narzędzia wewnętrzne budują w narzędziach no-code’owych, bo narzędzia wewnętrzne przeważnie charakteryzują się tym, że obsługuje je kilkanaście-kilkadziesiąt osób. Nie są potrzebne dla większej liczby użytkowników i tworzenie ich full code'owo po prostu mija się z celem, to jest strasznie dużo pracy. Narzędzia wewnętrzne, nawet no-code’owo, ktoś musi tworzyć. Taki junior, który przyjdzie do pracy i będzie potrafił to robić, to mega fajny plus dla firmy.

Dlatego te narzędzia są super – dla juniora wiedza i umiejętność ich używania to super rzecz, tym bardziej, że próg wejścia naprawdę nie jest wysoki. To nie jest jak z nauką programowania, absolutnie nie. Nauka programowania to jest długi, żmudny, skomplikowany proces, a wejście w rozwiązanie no-code’owe jest krótkie i zabawne – to jest mega frajda, to jest jak ustawianie klocków Lego na ekranie komputera. Wszystkie osoby, które w to wprowadzam – wszystkie jak jeden mąż – mówią, że to jest mega zabawa, że super fajnie się to robi i jest super przyjemnie. A oprócz tego jest to bardzo pożyteczne, dlatego warto o tym pomyśleć.

Jeśli ktoś się boi, podobnie jak z ChatGPT, że te narzędzia no-code’owe zabiorą nam za jakiś czas pracę, to myślę, że zdecydowanie tak się nie stanie, tym bardziej, że mam tutaj świetny przykład. Myślę, że takim idealnym przykładem narzędzia low-code’owego (nie każdy sobie zdaje sprawę, że można tak do tego podejść) jest WordPress. WordPress pozwolił na postawienie milionów stron internetowych. Czy z powodu tego, że powstał WordPress i miliony ludzi na całym świecie mogły łatwo tworzyć swoje strony, łatwo nimi zażądać – czy z tego powodu brakuje w tej chwili pracy dla front-endowców? No chyba nie. Chyba nawet przybyło.

Tak że to są narzędzia – każde narzędzie ma jakieś swoje zastosowanie. Full code też ma swoje zastosowania, ale pamiętajcie: full code jest mega drogi. Pracownicy są drodzy, technologie są drogie, rozwiązania, wdrażanie – to wszystko zajmuje bardzo dużo czasu i jest bardzo kosztowne. Dlatego takie rozwiązania no-code’owe świetnie się sprawdzają w mniejszych tematach.

 

No dobrze, to jak zrobiliśmy sobie już tyle pytań wprowadzających do tematu, to chyba możemy przejść do tytułowego pytania. Czy warto inwestować teraz w edukację w dziedzinie IT? Czy to nie jest tak, że obecnie mamy dobry moment na naukę, bo większość osób się zniechęciła, słysząc na przykład o tej sztucznej inteligencji, która zastąpi programistów? Tak naprawdę teraz możemy poświęcić czas na naukę, kurz opadnie, a najwytrwalsi będą zbierać owoce swojej pracy. Co myślisz o tym, co teraz powiedziałem?

Myślę, że jest dokładnie tak, jak mówisz. Zresztą cała ta rozmowa do tego się sprowadza: nie można się poddawać, nie ma co się przejmować tym, co się dzieje na rynku, bo przecież my nie mówimy o perspektywie jednodniowej, tygodniowej, dwutygodniowej, tylko mówimy o perspektywie wieloletniej. Jak ktoś chce w to wejść, to powinien to po prostu zrobić. Poza tym zawsze powstaje pytanie: jak nie teraz, to kiedy? Na co czekać? Chyba że masz szklaną kulę, możesz w tę kulę zerknąć, zobaczyć: „Za dwanaście miesięcy branża padnie zupełnie i na świecie w ogóle już nie będzie programistów. To w takim razie ja teraz nie będę się przebranżawiał. Będę malował ściany, bo to będzie najwspanialsza rzecz – bo te wszystkie firmy trzeba będzie przemalować”. Ale słuchajcie: nie mamy czegoś takiego, tak? Jest takie znane powiedzenie, że najlepszy moment (na wejście, w świat IT, inwestowanie czy w cokolwiek innego) był dziesięć lat temu, a drugi najlepszy moment jest dzisiaj. Tak że ja bym zdecydowanie tego się trzymał.

Wiem, że jest ogromne zniechęcenie, jest ogromny strach, jest taka ogromna niepewność, ale to są bardzo naturalne reakcje. Przecież jesteśmy ludźmi i po prostu tak reagujemy. Wiem, że jest branża, która mówi, że emocje trzeba odsunąć na bok i tak dalej, ale kurczę, jesteśmy ludźmi i to się nie zmienia i to się nie zmieni. W sytuacji, jaką mamy na rynku, to jest dokładnie to samo, z tego samego wynika. Mówiliśmy o tym wcześniej: firmami też zarządzają ludzie. To nie są roboty, tylko to są ludzie, którzy też mają własną wizję, własny strach, własną niepewność. I tak jest teraz! Jak to będzie za rok czy za dwa, gdy będziesz wchodzić na rynek pracy, tego nikt nie wie.

Też już o tym dzisiaj wspominałem: jak zabierzesz się za naukę, to za dwa lata będziesz w miejscu, w którym będziesz mógł podjąć decyzję, będziesz mieć wybór, będziesz mieć wolność, jakiej nie masz w tej chwili, bo w tej chwili jesteś przykuty do tego, co robisz. Mówimy o IT, ale to nie ma większego znaczenia. Jeśli stwierdzisz, że bardziej niż IT podoba Ci się coś innego, że chciałbyś wejść w inną branżę, to też nie ma co się zastanawiać i na co czekać. Wiedza, którą posiądziesz, ucząc się przez rok czy przez dwa lata innego rozwiązania, innej technologii, próbując się przebranżowić, spowoduje, że za te dwa lata będziesz mieć wybór. Będziesz mógł wybrać, czy chcesz, czy nie chcesz. Nigdy nie będzie to czas stracony.

Nigdy nie stwierdzę, że czas poświęcony na naukę to czas stracony, bo zawsze coś Ci zostaje. Ta nauka to tak naprawdę jedyna rzecz, którą robisz wyłącznie dla siebie – dla nikogo innego, tylko dla siebie. To, co wiesz, to, co umiesz, zawsze zostanie z Tobą. Myślę więc, że inwestycja w samego siebie to jest najlepsza możliwa inwestycja. Zawsze. Nie odkładanie na giełdę, nie odkładanie na czarną godzinę – bo odłożysz dziesięć tysięcy na czarną godzinę, a za pięć lat (nie daj Boże) coś się stanie, zostaniesz bez pracy i co Ci te dziesięć tysięcy da? Jak długo Ty z nimi przeżyjesz? Za pięć lat może po dwóch miesiącach, po trzech nagle się okaże, że jest dramat. Jeśli natomiast masz inny fach w ręku, to masz zupełnie inne perspektywy. Masz możliwość szukania pracy w jednej, w drugiej branży. Będzie Ci dużo, dużo łatwiej.

To niech więc będzie Twoja poduszka bezpieczeństwa: dodatkowa wiedza, którą posiadasz. To jest coś, co jesteś w stanie sprzedać innym. Pieniądze, OK, jasne, poduszki bezpieczeństwa – to wszystko jest potrzebne – ale naprawdę ta wiedza, którą masz w sobie, to jest najważniejsza poduszka bezpieczeństwa, jaką możesz posiadać.

Dlatego ja bym się nie zastanawiał nawet przez sekundę. Jeśli myślisz o przebranżowieniu, to po prostu weź się za naukę. Zawsze, ale to zawsze będziesz w lepszej pozycji od tych wszystkich osób, które odpuściły – a większość osób odpuszcza. Naprawdę, uwierz mi, większość osób odpuszcza. Ja wiem, że to jest kolejny problem branży. Może nie tyle branży, co problem osób, które chcą się przebranżowić. Jest ogromny hype na przebranżowienie do IT. Osób, które chcą się przebranżowić, jest ogromnie, ogromnie dużo. Bardzo dużo – po prostu wszyscy chcą się przebranżowić do IT. Ja wiem, Mateusz wie, że większości się to nie udaje. Niestety, ale taka jest prawda. I to nie dlatego, że branża IT ich nie chce (pewnie tych wszystkich by i tak nie przyjęła, bo by było tego za dużo), ale dlatego, że ludzie rezygnują, bo się boją. Po drodze przechodzą jakieś różne dziwne sytuacje, głowa nie wytrzymuje i odpuszczają. Efekt jest taki, że zostają ci najlepsi, ci, którzy się nie poddadzą, którzy robią swoją robotę bez względu na to, co się dzieje dookoła, bo to dookoła się zmieniało, zmienia i zawsze będzie zmieniać.

To, co się nigdy nie będzie zmieniać, to Twoje podejście. Albo będziesz mieć podejście takie, że „OK, biorę się do nauki, rozwijam się, uczę i za jakiś czas mam z tego zyski”, albo „cały czas się przejmuję tym, co jest dookoła i za nic się nie biorę”. W efekcie za dwa lata będziesz dokładnie w tym samym miejscu, co teraz. Może się okazać, że za dwa lata będzie nagle ogromny boom programistów i wtedy się zabierzesz do nauki. Będziesz się uczyć, uczyć, uczyć, a po kolejnych dwóch latach się okaże, że programiści w ogóle nie są potrzebni. Nie zastanawiajmy się więc nad tym, co się dzieje dookoła i jak ta branża funkcjonuje, tylko nad tym, co możemy zrobić dla samego siebie. Nauka nigdy nie była złym wyborem.

 

To może od razu przejdę do kolejnego pytania. Wydaje mi się, że obecna sytuacja jest trochę takim weryfikatorem marzeń osób, które chcą się przebranżowić. Pojawia się informacja na grupach i narzekanie, że nie ma pracy. Wiem, że zarówno u Twoich, jak i moich podopiecznych ta praca jest. Oczywiście teraz jest trudniej ją znaleźć, ale można to zrobić. Czy nie jest tak, że w obecnej sytuacji ci, co faktycznie chcą programować, będą programistami, a tym, co zostali skuszeni, powiedzmy, fajnym wynagrodzeniem po prostu zabraknie wytrwałości?

Tak, to w ogóle było mówione już milion razy. Do branży nie idzie się dlatego, że chce się mieć kasę. Do branży idziesz, bo chcesz zmienić swoje życie, robić coś fajniejszego – dobrze zarabiać, ale robiąc coś fajnego – bo chcesz mieć perspektywy, możliwości rozwoju. To jest coś, co jest w tym momencie najistotniejsze. Generalnie te wszystkie pytania słyszę odkąd rozpocząłem pracę w branży jakieś trzydzieści lat temu, w tej chwili więcej. Słuchajcie, zawsze były osoby, które narzekają, zawsze były osoby, które są niezadowolone, które się nie potrafią w tym wszystkim odnaleźć. Są też takie osoby, które naprawdę są świetne w tym, co robią – mają mega perspektywy, mega możliwości – ale się poddają, bo dostają jedną odmowę, drugą odmowę, trzecią odmowę i głowa nie wytrzymuje.

To nie jest prosty proces, ale to jest na pewno coś, co warto robić, bo zawsze, ale to zawsze (i tutaj to „zawsze” mówię z pełną świadomością tego, co mówię) będą osoby, którym się uda. Zawsze. A jeżeli zawsze są osoby, którym się uda, to znaczy, że się da. A jak się da, to z jakiegoś powodu tym osobom się udało. Jasne, to będą osoby, które są bardziej uparte, bardziej obrotne i to też będą osoby, które będą miały trochę więcej szczęścia, bo nie oszukujmy się, to szczęście w naszym życiu ma znaczenie. Wiadomo, że szczęściu można pomagać na wiele różnych sposobów, ale przede wszystkim rozwijając się, czyli jak się zaczniesz uczyć w tej chwili. Umówmy się: jakie jest prawdopodobieństwo tego, że nie zaczniesz się uczyć na programistę i za dwa lata zostaniesz programistą? No zerowe, tak? Natomiast jeśli będziesz się rozwijać, uczyć, jeśli będziesz robić, to co masz do zrobienia, to Twoja szansa na zostanie programistą jest naprawdę ogromna. Naprawdę ogromna, bo ponownie: większość osób odpada po drodze.

Ja bym tylko Cię poprawił w jednej rzeczy: bardzo nie lubię mówić, że się udało. To „udało” tutaj troszkę nie działa. W mojej ocenie po prostu ciężka praca, poświęcenie to jest to, co spowodowało, że znaleźliśmy tę pracę. A to „udało się” to takie szczęście, o którym powiedziałeś, że jest przydatne, ale to nie jest ten element, o którym tutaj mówimy.

Nie, no jasne, natomiast to szczęście jest trochę potrzebne, tak? Ale ten element fajnie widać u moich podopiecznych. Mam podopiecznych, którzy dostali pracę od pierwszego CV. Mam też podopiecznych naprawdę dobrych, którzy szukali o wiele dłużej. Znaleźli tę pracę, ale szukali dłużej. No i tutaj właśnie pojawia się ten element: oni się nie poddali i zrobili to, co chcieli. Nie poddawali się, pokazali, że są zawzięci i ostatecznie tę pracę mają. Więc ten element szczęścia ma bardziej, myślę, znaczenie w kontekście czasowym – można mieć szczęście i znaleźć szybko, a można nie mieć tego szczęścia i dłużej szukać pracy.

Natomiast tak, jak najbardziej masz rację – z tym „udało się”. Chodzi o to, że to jest podsumowanie Twojej wieloletniej pracy, Twojej ciężkiej pracy. Kiedyś spotkałem się z takim określeniem, że po przebiegnięciu maratonu medal Ci się należy jak psu buda. To jest dokładnie to samo. Jak przejdziesz tę całą ścieżkę, jak poświęcisz się nauce, rozwojowi, to ta praca Ci się należy i tę pracę zdobędziesz. Uważam, że nie ma innej opcji, po prostu nie ma. Tylko naprawdę trzeba robić po drodze to, co jest do zrobienia, bo może się okazać, że się do tego po prostu nie nadajesz. Może się tak zdarzyć. Kurczę, nie wszyscy się do wszystkiego nadajemy. Ja się nie nadaję do malowania obrazów i nawet bym się do tego nie zabierał. Więc może się okazać, że po drodze Ty stwierdzisz: „OK, ale to jednak nie dla mnie. To mi się nie podoba, nie czuję się w tym” i to jest w porządku. Co nie jest w porządku, to „OK, robię teraz to… Nie, kurczę, to mi się może nie uda, nie dam rady, nie, to jest trudne, tutaj nie ma mi kto pomóc” – szukanie wymówek. To nie jest w porządku. Większość z nas to robi, szukamy wymówek, zamiast się skoncentrować na tym, co możemy zrobić i po prostu iść do przodu. Tak że naprawdę dasz radę. Jeśli się zabierzesz do roboty i dojdziesz do wniosku, że to jest to, co chcesz robić i co sprawia Ci przyjemność (nie twierdzę, że masz to kochać, ale że sprawia Ci to przyjemność i nie odrzuca Cię), i będziesz pracować, to myślę, że tę pracę prędzej czy później znajdziesz. Co myślisz, Mateusz?

Tak, potwierdzam w stu procentach. To jest w zasadzie nawiązanie do kolejnej rzeczy.

 

Miało to być pytanie, ale chyba jest stwierdzenie. Chętnie posłucham Twojego komentarza do tego. Tak naprawdę nikt nie ląduje pośrodku programistycznej kariery i nikt nie jest od razu midem czy seniorem. Każdy kiedyś zaczynał. Myślę, że to się nie zmieni, więc nie ma co debatować, czy warto się uczyć, czy nie. Programiści będą potrzebni, więc jeżeli ktoś chce, to niech zacznie naukę i działa, a nie zastanawia się, czy przypadkiem ktoś kogoś nie zastąpi. Myślę, że jeżeli programiści zostaną zastąpieni, to pewnie większość zawodów zostanie zastąpiona. Wtedy będziemy już w całkowicie innej sytuacji i nie będziemy mieli na to wpływu. Co sądzisz?

Dokładnie tak, bez dwóch zdań. Myślę, że osoba, która słucha tej rozmowy od początku, doskonale zna nasze zdania na ten temat. Natomiast co do zastąpienia, to ja też tak uważam. Jeśli doszlibyśmy do momentu, w którym programiści są zastępowalni przez jakiś model, jakąś sztuczną inteligencję, to praktycznie każda osoba pracująca umysłowo jest zastępowalna. Takie jest moje zdanie. Jak dojdziemy do takiego etapu, to myślę, że będziemy mieli problem.

To miejmy nadzieję, że to nie będzie tak szybko.

Miejmy nadzieję.

 

Wiem, że nie lubisz pytań dotyczących perspektyw, ale mam kolejne. Mam nadzieję, że trochę sobie na ten temat porozmawiamy. Jak to jest z perspektywami rozwoju branży IT w Polsce w najbliżej przyszłości? Według mnie polscy programiści są cenieni na całym świecie. Czy możemy w jakiś sposób to wykorzystać jako juniorzy – obecni lub przyszli?

Tutaj się pojawia pytanie. Bardzo wiele razy słyszałem o polskiej myśli technologicznej niesamowitej na całym świecie, o polskich programistach i nie zawsze było to w takim pozytywnym aspekcie. Pytanie: czy my jesteśmy naprawdę tak cenieni, czy to jest tylko mit, który my na naszym lokalnym podwórku sobie obserwujemy, jak myślisz?

To ja może przytoczyłbym pewien ranking (teraz nie pamiętam skąd i gdzie). Było pokazane podsumowanie wszystkich konkursów programistycznych względem narodowości, i powiedzmy, że byliśmy gdzieś tam za Stanami, Chinami. Przeliczając na ludność danego państwa, wychodziło, że przy takiej liczbie jesteśmy dużo lepsi niż wszyscy inni, bo z takiej małej grupy osób jesteśmy w stanie wyprodukować – brzydko mówiąc – tak dużo dobrych programistów. Stąd też się wzięło to pytanie.

No tak, tylko te wszystkie konkursy, to są konkursy takie bardziej akademickie. Ja nie jestem fanem programistów akademickich, oni są super do tworzenia modeli językowych, do różnych innych rzeczy, natomiast ciężko się z nimi współpracuje w klasycznym biznesie, gdzie model pracy jest troszkę inny. Bez dwóch zdań mamy wielu świetnych programistów, natomiast nie jestem przekonany, czy to pochodzenie ma jakieś większe znaczenie, bo po prostu liczą się kompetencje i to, jak potrafimy się sprzedać – to tak naprawdę dotyczy ludzi na całym świecie. Tak, wiem, wiem, co powiesz. Tak, współpracowałem kiedyś z ludźmi z Indii i wiem, wiem, nie chciałbym więcej tego robić. Myślę natomiast, że nie powinniśmy generalizować.

Mamy dobrych programistów, ale na całym świecie są dobrzy programiści. To, że mamy na przykład takie firmy jak ElevenLabs, która zrobiła mega niesamowite narzędzie do generowania mowy na podstawie tekstu – na skalę światową, rozjechała gigantów o wiele klas – to wcale nie znaczy, że w innych krajach też nie ma takich firm. To, że mamy takich ludzi jak Wojciech Zaremba, którzy stoją za sukcesem OpenAI, to cudownie i wielkie brawa dla pana Wojciecha, ale to nie znaczy, że w innych krajach też takich ludzi nie ma.

Poza tym powstaje pytanie: dlaczego mamy w ogóle ograniczać się do rozwoju w Polsce? Nie ma takiej potrzeby. To jest właśnie jeden z tych aspektów, dla których wiele osób chce wejść do IT – bo możemy pracować w zasadzie w dowolnym miejscu na świecie. To nie jest tak, że my możemy sobie wyjechać do Hiszpanii, pracować z plaży i musimy pracować w Polsce. No nie, absolutnie nie ma czegoś takiego. Możemy siedzieć w Hiszpanii, a pracować w firmie w Stanach. Ten świat się nam bardzo otworzył.

To ja może dodam, że mówiąc „branża IT” miałem na myśli ludzi, którzy mogą z Polski pracować wszędzie dzięki temu, że mają dobry PR – i to ma im ułatwić znalezienie pracy w każdym innym państwie. Myślałem nie tylko o samych firmach, co o społeczności IT.

Tak i nie. Myślę, że to, czy ktoś jest z Polski, czy nie jest z Polski, może nie mieć większego znaczenia. Jak ktoś trafia do większych firm, to to są już przeważnie ludzie, którzy są z czegoś znani, są znani osobom zatrudniającym, bo mieli jakieś fajne projekty pod sobą, bo pracowali przy jakichś większych projektach. Bardziej więc jest to fama – to, co oni już sobą prezentują, a to, skąd są, myślę, że nie ma większego znaczenia.

To, o czym mówisz, być może ma znaczenie na przykład dla firm, które szukają talentów. Wiemy, że na całym świecie są firmy, które po prostu wyszukują talentów i rzeczywiście jestem pewien, że do takich osób, które wygrywają w konkursach czy uczą się na prestiżowych uczelniach, poszukiwacze talentów się odzywają i je wyłuskują. To nie są osoby, które muszą składać CV do firm – one są po prostu wyłapywane. Ale to, że te osoby są akurat z Polski, to, że tacy programiści są dobrzy – czy to ma jakiś większy wpływ?. Jest mi bardzo ciężko powiedzieć.

Dla mnie osobiście nie miałoby to żadnego znaczenia i interesowałoby mnie wyłącznie to, co dana osoba sobą reprezentuje i co potrafi, ale z jakiego jest kraju… Tak długo, jak mógłbym się z nią swobodnie komunikować, to nie miałoby dla mnie większego znaczenia. Tak że ponownie: ja bym nie patrzył na perspektywy rozwoju branży IT w Polsce, bo mamy przed sobą cały świat. Covid się postarał to, żeby cały świat stanął przed nami otworem, więc myślę że po prostu warto to mądrze wykorzystać.

 

No dobrze, to idźmy dalej, temat: rekrutacja. Czy według Ciebie warunki rekrutacji się zmienią? Teraz możemy korzystać z takich narzędzi jak ChatGPT i prawie każdą odpowiedź mieć natychmiast. Czy myślisz, że wpłynie to na sposób weryfikacji umiejętności technicznych? W mojej ocenie forma testów z pytaniami online, która nie była w stanie sprawdzić umiejętności programistycznych w stu procentach, na szczęście odejdzie w zapomnienie. Zgodzisz się?

To jest świetne pytanie. Nadmieniałem już wcześniej, że dojdziemy do tego momentu, bo nie znam odpowiedzi na to pytanie… To znaczy inaczej: uważam, że na sto procent coś się musi zmienić. Nie ma opcji, żeby było inaczej. Natomiast nie wiem, jak branża sobie z tym w tej chwili poradzi.

Na przykład wczoraj widziałem przykład aplikacji, która służyła jako pomoc przy rozmowach kwalifikacyjnych prowadzonych online – ale nie dla osób prowadzących, tylko dla tej osoby, która odpowiada. Działało to w ten sposób, że głos był przesyłany bezpośrednio do sztucznej inteligencji, sztuczna inteligencja automatycznie przerzucała głos na tekst i ten tekst był od razu jako pytanie przesyłany do OpenAI, skąd po jakimś czasie przychodziła odpowiedź. Wiadomo, że to w tej chwili nie działa idealnie szybko, ale Ty też wiesz, że gdy jesteś na rozmowie kwalifikacyjnej, to można pozagadywać, trochę pokluczyć, a potem – gdy pojawi Ci się odpowiedź na ekranie – można odpowiedzieć. Myślę, że w ogóle w formie zdalnej rekrutacji mogą się pojawić duże problemy.

Zastanawiam się, czy takie osoby jak Ty, ja lub inne, które wdrażają programistów, nie będą miały tutaj dosyć dużego znaczenia. Być może się okaże, że firmy zaczną komunikować z takimi osobami, które zajmują się wdrażaniem początkujących osób, na zasadzie: „Słuchajcie, zasugerujcie nam kogoś, bo nasze dotychczasowe metody nie zadziałają. Jak my ich mamy przetestować? Mamy robić egzamin jak na studia? To jest zupełnie bez sensu”.

Już pominę fakt, że nikt nie lubi rozmów na zasadzie na live codingu i tak dalej – ani osoby początkujące, ani osoby zaawansowane. Nie znam seniora, który lubi live coding. To jest straszne. Senior to jest osoba, która ma swoją wiedzę, ale ma też swoje narzędzia. To jest wszystko ze sobą połączone. Senior bez narzędzi to jest pół seniora. Bez swojej konfiguracji, bez swoich ustawień, bez swojego komputera – i teraz nagle ktoś go posadzi przed przeglądarką i każe mu pisać kod. Naprawdę, to jest mega denerwujące, mega frustrujące i nikt tego nie lubi robić. Dlatego ja bym się bardzo cieszył, gdyby te metody w ogóle wyleciały w kosmos i nie były już stosowane.

Natomiast tak jak mówię: bardzo ciężko jest mi powiedzieć, jak branża na to zareaguje, w jakim tempie i co będzie w zamian. Mówię: jestem w stanie wyobrazić sobie taką opcję, kiedy branża skieruje wzrok właśnie na takie programy jak Twój czy mój, czy innych osób, które wdrażają osoby początkujące, bo my znamy naszych kursantów, mamy z nimi ciągłą styczność. To nie jest tak, że oni nam wykonają jedno zadanie przez piętnaście minut, tylko czasami przez rok, przez dwa mamy z nimi kontakt i ich kierujemy. Myślę, że tutaj jest duża szansa na to, żeby takie osoby z branży do nas przychodziły: „Słuchajcie, polećcie nam kogoś do tego i tego”. Sądzę, że my będziemy w stanie w sposób miarodajny powiedzieć, czy mamy kogoś, kto rzeczywiście się do tego nadaje. Jednak pracujemy z tymi ludźmi długo i widzimy, jak oni funkcjonują.

To może więc być jedno z rozwiązań. Nie wiem, czy będzie, ale myślę, że to może być jedno z rozwiązań, bo nie wyobrażam sobie tej chwili, że firmy będą na przykład wymyślały narzędzia do oszukiwania… No nie da się. Wezmę sobie, kurczę, model LLM, zainstaluję na telefonie i będę sprawdzał, co mi się tam pojawi. Nawet nie muszę nic na tym telefonie pisać, bo będę dyktował, telefon będzie słyszał, jakie są pytania, będzie to przerabiał i nawet nic nie jest potrzebne. Pojawiły się inne czasy, zupełnie inne możliwości. Na pewno więc coś się zmieni, natomiast nie mam pojęcia, w jaką stronę to dokładnie pójdzie.

 

No dobrze, to teraz podsumujmy sobie naszą dzisiejszą rozmowę. Powiedz, proszę, jakie masz rady dla osób, które dopiero chcą wejść do branży IT i będą zaczynać od podstaw.

Nie czekać. Po prostu nie czekać. Mamy w głowie taką małpkę, która strasznie krzyczy i strasznie jest hałaśliwa i mówi, że mamy nic nie robić, mamy się nie przemęczać. Powiedzmy jej, żeby się zajęła jakimiś bananami i dała nam święty spokój, i poszukajmy kogoś, kto nam pomoże. Naprawdę, słuchajcie, poszukajcie kogoś, kto Wam pomoże. Nie bawcie się w to sami. To jest ogromne marnotrawstwo czasu, zasobów i w ogóle wszystkiego. Jeśli chcesz się sensownie przebranżowić w skończonym czasie, to poszukaj kogoś do pomocy. To może być Mateusz, to mogę być ja, to może być ktokolwiek inny z branży, kto się na tym zna, do kogo masz zaufanie. Poszukaj kogoś, kto Ci pomoże, dobrze? Tak że nie czekaj i znajdź kogoś do pomocy.

Proste dwie rzeczy.

Tylko tyle. Naprawdę, tak.

 

Czy jesteś w stanie polecić jakąś książkę osobie, która chce być konkurencyjna na rynku pracy i za parę miesięcy, może nawet za rok tę pracę znaleźć?

Ja wiem, że tutaj pewnie często padają książki informatyczne, programistyczne i różne inne, ale ja polecę jedną z trochę innej branży. Bardzo dużo mówiliśmy dzisiaj o głowie, o tym, że mnóstwo rzeczy, które się dzieją w naszej głowie, powoduje to, że nam się nie udaje, że osobom, które chcą się przebranżowić, się nie udaje. Fajnie byłoby wiedzieć, co to w tej naszej głowie tak naprawdę się dzieje i dlaczego tak się dzieje. Skąd te czarne myśli, te nasze zwątpienia, prokrastynacja, skąd ta niechęć do robienia pewnych rzeczy, o których wiemy, że są ważne, a jednak tego mimo wszystko nie robimy.

I tutaj jest taka książka: Paradoks szympansa. To jest krótka lektura, niecałe dwieście kartek. Ona odpowiada właśnie na te pytania. Jak to się dzieje, że nasz mózg potrafi być w stosunku do nas tak wrogi? Mózg ma swój mały móżdżek, który decyduje o wielu rzeczach i gdy wiemy, jak to funkcjonuje, to łatwiej nam się bronić przed różnymi zachciankami oraz skoncentrować na tym, co jest dla nas ważne. Łatwo jest wyłapać te sytuacje, kiedy mózg nas odpycha i mówi: „nie ucz się, to i tak bez sensu, i tak Ci się nie uda, i tak nie dasz rady”. Mózg nie lubi się męczyć, bardzo nie lubi się męczyć. Mózg lubi odpoczywać, zbierać energię na niebezpieczne czasy, ale my nie żyjemy już takich czasach, gdzie na każdym rogu czaić się może bandyta i zrobić nam krzywdę. Żyjemy w tej chwili w zupełnie innych czasach, ale ten mózg został. On działa na innych zasadach, niż my tego w tej chwili potrzebujemy, dlatego naprawdę polecam Paradoks szympansa – żeby się dowiedzieć, dlaczego bardzo często robimy coś wbrew sobie. My wiemy, że robimy wbrew sobie, nie podoba nam się to, ale mimo wszystko to robimy. Przeczytajcie więc i zastosujcie rady, które tam są. Może się okazać, że wejście w tę branżę stanie się prostsze. To tyle.

Faktycznie, potwierdzam, że jeżeli głowa nie jest czysta, to nauka nie idzie i najpierw trzeba, że tak powiem, posprzątać wokół siebie, żeby móc się zająć tą jedną, konkretną rzeczą – w Waszym przypadku jest to pewnie nauka programowania. Warto więc nad tym popracować.

Dokładnie tak.

 

No to już ostatnie pytanie: gdzie możemy Cię znaleźć w sieci?

Oj, mnie można znaleźć w wielu miejscach. Jestem pewien, że pod odcinkiem wrzucisz linki. Mnie można znaleźć na YouTubie. Co prawda nie nagrywałem nic nowego, ale niedługo wracam z tematami związanymi z no-code’em, z low-code’em, ze sztuczną inteligencją i połączeniem tego wszystkiego z punktu widzenia początkującego programisty,. Myślę więc, że tematy będą bardzo ciekawa.

Można mnie oczywiście znaleźć na LinkedInie, Instagramie, na grupie na Facebooku dla początkujących programistów, którą również prowadzę. Mam też mailing dla osób początkujących, na tej liście jest już ponad dwa tysiące trzysta osób i są zadowolone. Bardzo im się podoba.

Jest więc mnóstwo takich miejsc. Jeśli masz ochotę, bardzo serdecznie zapraszam. Jestem otwarty, pomagam, jak tylko mogę, jeśli tylko mam możliwość. To wszystko, co wymieniłem, jest za free. Jak najbardziej mam też usługi płatne, ale to, co wymieniłem, to źródła darmowej wiedzy. Korzystajcie więc, ile tylko macie ochotę.

Zapraszamy więc wszystkich zainteresowanych, a ja Tobie, Danielu, dziękuję dzisiaj za naszą rozmowę i podzielenie się z nami swoimi doświadczeniami.

Bardzo dziękuję za zaproszenie mnie do tego podcastu number one. Dziękuję Ci bardzo i dziękuję oczywiście słuchaczom.

Dzięki.

Polecana książka

Paradoks szympansa
Steve Peters

Słuchaj także na:

Udostępnij ten artykuł:

Polecana książka

Paradoks szympansa
Steve Peters

Mentoring to efektywna nauka pod okiem doświadczonej osoby, która:

  • przekazuje Ci swoją wiedzę i nadzoruje Twoje postępy w zdobywaniu umiejętności,
  • uczy Cię dobrych praktyk i wyłapuje złe nawyki,
  • wspiera Twój rozwój i zwiększa zaangażowanie w naukę.

Mam coś dla Ciebie!

W każdy piątek rozsyłam motywujący do nauki programowania newsletter!

Dodatkowo od razu otrzymasz ode mnie e-book o wartości 39 zł. To ponad 40 stron konkretów o nauce programowania i pracy w IT.

PS Zazwyczaj wysyłam 1-2 wiadomości na tydzień. Nikomu nie będę udostępniał Twojego adresu e-mail.