Nina Marszałek, programistka pracująca jednocześnie na kilku projektach (tzw. overemployment), opowiada, jak zaczęła świadomie łączyć kilka etatów — od desperackiej decyzji o zmianie pracy, przez pierwsze miesiące w tajemnicy, po otwartą rozmowę z managerem i przyjęcie trzeciego projektu. Tłumaczy, jak organizuje pracę, żeby nie zawieść pracodawców i nie wypalić się — dzięki precyzyjnej komunikacji priorytetów, rygorystycznemu planowaniu i dbaniu o zdrowie — oraz jakie są prawne i etyczne aspekty pracy na kilku kontraktach B2B naraz. Szczerze mówi też o wadach tego modelu: ryzyku wypalenia, uzależnieniu od wysokich dochodów i trudności w znalezieniu balansu, podkreślając, że to droga głównie dla doświadczonych, samodyscyplinowanych programistów bez małych dzieci.
Nina Marszałek
Nina Marszałek od trzech i pół roku pracuje w IT, po drodze zdobywając doświadczenie w ośmiu różnych projektach — od wdrożeń, przez analizy, po doradztwo IT. Dziś pracuje jednocześnie na kilku projektach jako programistka (tzw. overemployment), dzieląc się swoim podejściem do produktywności i pracy na LinkedInie oraz Instagramie.
Nina rekomenduje:
Transkrypcja: Praca na 2 etaty - bez stresu i wypalenia
Dziś moim gościem jest Nina Marszałek. Nina opowie nam o tym, jak pracując na dwa etaty nie oszaleć z powodu stresu oraz nieprzerwanie czerpać przyjemność z tego, co się robi. Nino, dziękuję, że przyjęłaś moje zaproszenie na rozmowę!
Ja również bardzo dziękuję i cieszę się, że możemy dzisiaj porozmawiać. Tym bardziej że temat jest bardzo gorący.
Czy możesz się przedstawić i powiedzieć, co łączy Cię z branżą IT oraz jak wyglądał Twój proces przebranżowienia się?
Moje pierwsze kroki w IT to jeszcze czasy szkoły podstawowej. Zaczęło się od fascynacji tworzeniem stron internetowych, a później przyszły pierwsze próby nauki Javy i prowadzenie bloga. To była taka zajawka, która wracała do mnie co jakiś czas. Po maturze zrobiłam sobie gap year, wyjechałam do Niemiec, uczyłam się języka i pracowałam w obsłudze klienta w muzeum. Wtedy myślałam o studiach z ekonometrii, ale ostatecznie zrezygnowałam z tego pomysłu i wróciłam do Polski. Zaczęłam studiować Zarządzanie Informacją na PJATK. Co ciekawe, bałam się iść na typowo programistyczne studia, bo byłam przekonana, że sobie nie poradzę. Studia mnie trochę rozczarowały, więc zaczęłam mocniej inwestować w samorozwój. Szukałam swojej drogi, poznawałam siebie i zauważyłam, że najlepiej funkcjonuję w ciszy, spokoju, bez nadmiaru bodźców i presji społecznej. Obserwowałam wtedy, jak pracuje mój ówczesny partner, który był programistą, i pomyślałam, że to środowisko, w którym mogłabym się odnaleźć. Po latach znów wróciłam do programowania, zupełnie przypadkiem. Po wiadomości na LinkedInie trafiłam na krótkie mentoringowe spotkania z nauczycielem Javy, którego znałam jeszcze z liceum. To mnie zmotywowało, zaczęłam samodzielnie się uczyć i zdobyłam pierwszy staż w IT, a wszystko dzięki rozmowie z ludźmi na siłowni. Od pierwszego dnia w IT poczułam się jak ryba w wodzie. Kolega ujął to jako „speedrun kariery”. Po trzech i pół roku mam za sobą doświadczenie z ośmiu różnych projektów, od dłuższych wdrożeń po krótkie zlecenia, analizy, market research czy doradztwo IT. Działałam w różnych branżach, nie tylko technicznych, miałam też krótki epizod sprzedażowy i współpracę z firmą wydawniczą. Nie przywiązuję się do jednej technologii, lubię poznawać nowe rzeczy i poszerzać zestaw umiejętności. Przeszłam długą drogę od osoby niepewnej, wstydzącej się niewiedzy, do kogoś, kto świadomie stawia na rozwój i stara się jak najlepiej wykorzystać każdy dzień. Nie myślę za dużo, po prostu robię. Co będzie, to będzie, nie ma sensu się przejmować.
Skąd pomysł na pracę na dwa etaty? Przybliżysz nam swoje początki z overemploymentem?
Chciałam wziąć kredyt na mieszkanie, więc musiałam zmienić pracę. Miałam wtedy półtora roku doświadczenia i jedyny projekt, który oferował pensję pozwalającą na kredyt „na styk”, to był projekt legacy. Wiedziałam, że się wkopuję, ale nie miałam lepszej opcji. .NET Framework, WCF, stare wzorce, kultura spychania tematów na innych, brak clean code’a, poczucie uwsteczniania się – to wszystko doprowadziło mnie do wypalenia. W pewnym momencie myślałam nawet, że nie nadaję się do tej branży. I wtedy na LinkedInie pojawiła się oferta na junior developera. Mimo że byłam już midem, przyjęłam ją, negocjując dobrą stawkę. Jednocześnie dostałam podwyżkę w pierwszej firmie. Bałam się nakładających się spotkań, ale wiedziałam, że muszę dać radę. Nikomu nic nie powiedziałam i przez pierwsze miesiące robiłam więcej niż musiałam. Jeśli dostałam zadanie, po godzinie było gotowe. Po roku awansowali mnie z juniora na seniora. W drugiej firmie z własnej inicjatywy zrefaktorowałam cały projekt, pracując wieczorami, w weekendy, a nawet w święta.
Czy nie bałaś się konsekwencji? Orientowałaś się, jak to może się skończyć? Nie boisz się oceny innych?
Zdecydowałam się na pewność siebie. Kiedy manager w pierwszej firmie zapytał, czy mogłabym wziąć drugi projekt, bo muszą zwolnić osobę, która nie dowozi, przyznałam się przy wszystkich, że już mam dwa projekty. Powiedziałam to prosto z mostu. Manager nic nie powiedział, ale po tygodniu zadzwonił z pytaniem, czy na pewno nie dam rady wziąć trzeciego projektu. Zgodziłam się pod warunkiem, że nie będę uczestniczyć w spotkaniach. Klient się zgodził i zostałam tam na 3/4 etatu na frontendzie przez prawie rok, aż projekt został wdrożony na produkcję w październiku. Nadal ciągnę dwa projekty i dobrze mi idzie. Zespół w projekcie legacy dowiedział się o nakładających się spotkaniach i poszli mi na rękę, zresztą w dużym korpo z projektem legacy jest trochę inaczej niż w dynamicznym startupie, gdzie liczy się każda sekunda.
Jak organizujesz sobie pracę, aby nie zawieść pracodawców i klientów, a jednocześnie nie przeciążyć organizmu? Czy faktycznie pracujesz 16 godzin dziennie?
Nie, nie pracuję szesnastu godzin dziennie, chociaż na początku mi się to zdarzało. Moje podejście do overemploymentu opiera się na refleksji o etyce zawodowej. Doszłam do wniosku, że taki model pracy jest etyczny, jeśli spełnia pewne warunki, wynikające z faktu, że świat nie jest idealny. W idealnym świecie potencjał pracownika jest w pełni wykorzystany, każda godzina pracy skrupulatnie śledzona, a manager precyzyjnie planuje deadline’y i backlog. Wtedy praca na dwa etaty nie miałaby sensu. W prawdziwym świecie jednak planowanie nie jest doskonałe. Stawki i oczekiwania są uśrednione, zdarzają się przestoje. Niektórzy pracują szybciej, inni wolniej. Dlatego uważam, że wypełnianie tych "dziur" w czasie pracy i czerpanie z tego korzyści jest w porządku, zwłaszcza jeśli kochasz to co robisz, jesteś w tym dobra i pracujesz wydajnie. Mam jednak kilka praktycznych zasad. Priorytetem jest praca, a czas nie jest wymówką. Kluczowe jest dla mnie zrozumienie priorytetów projektu i komunikowanie tego zespołowi, co buduje zaufanie. Firmy nie oczekują pracownika pracującego równo osiem godzin, tylko osoby, która dowozi i nie zawodzi. Ponadto praca na wielu projektach pozwala mi poznawać nowe technologie, co jest korzystne również dla moich pracodawców. Używam AI do optymalizacji pracy, ale dopiero po zebraniu pełnego kontekstu zadania. W razie potrzeby pytam innych i dyskutuję. Niezbędne jest też rygorystyczne planowanie, by unikać spiętrzania się zadań. Z kolei w okresach intensywnej pracy dbam o zdrowie, zdrowe jedzenie, treningi i odpowiednią ilość snu. Zrezygnowałam z alkoholu, imprez i social mediów, by nie rozpraszać się. Unikam niepotrzebnych strumieni informacji i trzymam się listy priorytetów. Co do pieniędzy – nie wydaję ich bez sensu i nie kupuję „dopaminy”. Znam osoby, które zarabiały podobnie i wydawały po trzydzieści tysięcy miesięcznie na rozrywki. Ufam sobie, znam swoje możliwości i szczegółowo omawiam z klientami oczekiwania przed podpisaniem kontraktu. Zawsze unikam też brania dwóch zupełnie nowych projektów naraz.
Czy praca na dwa etaty jest legalna? Na jakim etapie pracodawcy dowiadują się o tym "drugim"? Masz sprawdzone rozwiązania?
Warto spojrzeć na to z dwóch perspektyw: prawnej i etycznej. W przypadku umowy o pracę kwestia wielu pracodawców jest mocniej regulowana prawnie, natomiast przy kontraktach B2B, na których ja pracuję, ogólne zasady sprowadzają się do tego, że można pracować dla wielu podmiotów. Należy jednak uważać na klauzule zakazu konkurencji, chociaż wiele z nich to w praktyce kompletnie nieegzekwowalny zapis. Zawsze dbam o dobre praktyki przy podpisywaniu kontraktów B2B i unikam łączenia projektów mogących generować konflikt interesów. Aspekt etyczny to inna sprawa. Jeśli powiem o innych projektach na rekrutacji, to może to rodzić pewne obawy. Jeśli nie powiem, muszę liczyć się z ewentualnymi trudnościami w przyszłości. Niestety, wciąż istnieje ogólny brak zaufania do overemploymentu. Zdarzało mi się, że przechodziłam rozmowę techniczną pomyślnie, ale odrzucano mnie na wyższym szczeblu, gdy dyrekcja dowiadywała się o moich równoległych projektach. Wiele osób wierzy, że do dobrej pracy konieczny jest jeden etat, co może być pokłosiem czasów, gdy niektórzy łączyli etaty w sposób po prostu nieuczciwy. Uważam, że ten model pracy działa doskonale, ale wymaga od programisty ogromnej odpowiedzialności, samodyscypliny i wysokiej etyki pracy. Jeśli ktoś nie dowozi, to po prostu nie utrzyma się na stanowisku.
Jakie wady i zalety ma overemployment? Czy jest to ścieżka dla każdego?
Zalety są bardzo jasne: jeśli kochasz kodować, to jest to świetna piaskownica, zarabiasz dużo więcej, nie stresujesz się zwolnieniami i uczysz się dwa razy szybciej. Budujesz też doskonałą samodyscyplinę, efektywność i umiejętności społeczne, bo siłą rzeczy musisz umieć zjednywać sobie ludzi w różnych zespołach. To opcja szczególnie dobra dla programistów na poziomie mid lub senior. Natomiast zdecydowanie odradzałabym to osobom z małymi dziećmi, tam elastyczność i czas wolny są na wagę złota. Z drugiej strony, wady to nierzadko praca po kilkanaście godzin dziennie w fazach dowożenia, ryzyko szybkiego wypalenia i konieczność posiadania doskonałych umiejętności miękkich. Łatwo też uzależnić się od wysokich dochodów, a przy braku doświadczenia w zarządzaniu finansami, to może być naprawdę zgubne. Kolejnym minusem jest to, że kiedy jeden z projektów nagle się kończy, człowiek czuje dziwną pustkę i nie wie, co ze sobą zrobić. To wyzwanie może być też wybitnie trudne dla managerów i liderów, których praca polega w głównej mierze na ciągłej komunikacji na spotkaniach.
Co jest dla ciebie najtrudniejsze w pracy na kilku projektach na raz?
Najtrudniejszy jest dla mnie balans. Z jednej strony mam w sobie naturalną potrzebę, by robić dużo więcej, niż się ode mnie oczekuje, z drugiej nie chcę czuć się potem wykorzystywana. Złoty środek ciężko znaleźć, bo zależy on od wielu niemierzalnych czynników, takich jak presja w zespole, kultura pracy, czy cele całej organizacji. Ważne jest dla mnie to, by budować wizerunek osoby mocno zaangażowanej i wartościowej, dlatego tak istotna jest precyzyjna komunikacja. Jeśli ona zawiedzie, bardzo łatwo o nieporozumienia i frustrację.
Jakie są kluczowe elementy do spełnienia, aby móc pracować na kilku frontach?
Kluczem jest mindset, charyzma i pewność siebie. Odkryłam to w zeszłym roku, gdy z ciekawości zaczęłam zgłębiać temat sprzedaży w biznesach online. Brałam udział w szkoleniu dla mężczyzn mających problemy z pewnością siebie i relacjami społecznymi. Zainspirowało mnie to do zmiany postrzegania samej siebie i zaczęłam czytać klasykę literatury z zakresu rozwoju osobistego. Zrobiłam też kurs sprzedaży Cole’a Gordona, który pomógł mi zrozumieć sztukę zjednywania sobie ludzi w biznesie. Nauczenie się podstaw prowadzenia rozmów sprzedażowych okazało się dla mnie prawdziwym przełomem. Zrozumiałam, że każda komunikacja jest tak naprawdę formą sprzedaży. A w overemploymencie, gdzie trzeba sprzedać się jako osoba godna zaufania, jest to po prostu krytyczne. Trzeba potrafić stworzyć odpowiedni nastrój na rozmowie z HR-em i podczas wywiadu technicznego, aby rozwiać wątpliwości pracodawcy, a potem konsekwentnie budować swoją pozycję w zespole programistów. Bardzo lubię też integrację – organizuję imprezy i spotkania po pracy, pro bono, co niesamowicie wzmacnia moją pozycję. Warto tu wspomnieć o słowach Davida Gogginsa: „Kiedy wydaje ci się, że już nie dasz rady, tak naprawdę jesteś dopiero w 40% swoich możliwości. Reszta to bariery, które stawia twój umysł”. To prawda, niezwykle często ograniczamy siebie, patrząc tylko na to, jak funkcjonują inni. Warto eksperymentować ze swoimi możliwościami, tak jak o tym pisał Maxwell Maltz w „Psychocybernetyce”. Twoje "ja" wyznacza granice tego, co możesz osiągnąć. Ogromnie ważny jest też deepwork, czyli umiejętność pracy w głębokim skupieniu i zrozumienie, dlaczego się w ogóle robi to, co się robi.
Jaki materiał, np. książkę, polecisz osobie, która zamierza pracować na 2 etaty?
Właściwie to już wymieniłam przed chwilą kilka bardzo pomocnych pozycji książkowych, więc możemy ten punkt spokojnie pominąć.
Gdzie możemy Cię znaleźć w sieci?
Jestem bardzo aktywna na LinkedInie, a niedawno wróciłam też do publikowania na Instagramie. Mój nick to ninka.engineer. Zamierzam tam regularnie dzielić się treściami o produktywności, overemploymencie, branży IT i po prostu moim życiu jako inżynier oprogramowania.
Nino, bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę i podzielenie się z nami swoimi niesamowitymi doświadczeniami.
Ja również bardzo dziękuję, to była ogromna przyjemność!





