Uwaga! Trwają prace nad nową wersją serwisu. Mogą występować przejściowe problemy z jego funkcjonowaniem. Przepraszam za niedogodności!

🔥 Zgarnij PŁATNY STAŻ w 3 edycji kursu programowania front end (zapisy do 22.01) 🔥

Wywiad z programistą: przebranżowienie i sprawdzone wskazówki – część 2

Skuteczna nauka i poszukiwanie pracy w IT

Mateusz Jarzębowski-Bownik, Junior Node.js Developer, opowiada o swoim przebranżowieniu na programistę i dzieli się wskazówkami, jak skutecznie przejść ten proces. Jest to druga i zarazem ostatnia część nagrania. Rozmawiamy m.in. o sposobach nauki programowania, budowaniu portfolio i przygotowaniu do poszukiwania pracy w IT.

Poruszane tematy

Jaki sposób nauki jest najelpszy przy zmianie branży
Mamy decyzję – zmieniamy branżę. Jaki sposób nauki jest według Ciebie najelpszy? Samodzielna nauka, kursy, mentoring, a może wszystko po trochu?

Co jest fundamentem skutecznej nauki programowania
Co jest dla Ciebie fundamentem skutecznej nauki? O co – prócz czasu na kodowanie – warto zadbać?

Jak mentalnie nastawić się na trudności
Jakie nastawienie mentalne towarzyszyło Ci przez okres nauki? Wiem z doświadczenia, że gdy materiał jest coraz trudniejszy, to przychodzi kryzys i zwątpienie we własne siły.

Przygotowania do poszukiwania pracy w IT
Co przygotowałeś sobie przed przystąpieniem do poszukiwania pracy? Czy możesz opowiedzieć o projektach w portfolio? Na czym się w nich skupiłeś?

Najważniejsza rzecz podczas poszukiwania pracy jako programista
Co jest według Ciebie najważniejsze na etapie poszukiwania pracy? Sam nie znalazłeś jej od razu, prawda?

Elementy składające się na sukces przy zmianie branży
Gdybyś miał podsumować to, co złożyło się na Twój sukces w przebranżowieniu, to jakie byłyby to elementy?

Nowe perspektywy po przebranżowieniu
Skuteczne przebranżowienie i znalezienie pracy w IT to nie koniec drogi, jak to się może wydawać. Jakie nowe perspektywy otworzyła przed Tobą zmiana zawodu?

Przesłanie dla osób, które się przebranżawiają
Gdybyś miał zostawić słuchaczy z jednym przesłaniem, to jak by ono brzmiało?

Książka dla osób zmieniających branżę na IT
Jaką książkę polecisz osobie, która chce się skutecznie przebranżowić?

Mateusz Jarzębowski-Bownik – kontakt
Gdzie możemy Cię znaleźć w sieci?

Polecana książka

➡ Daniel Z. Lieberman, Michael E. Long, Mózg chce więcej. Dopamina. Naturalny dopalacz

➡ Mateusz Jarzębowski-Bownik, Jak poprawić swój sen?

Kontakt do gościa

➡ LinkedIn: www.linkedin.com/in/mateusz-jarzebowski-bownik

Transkrypcja

Jest to druga i zarazem ostatnia część rozmowy o przebranżowieniu na programistę. W poprzednim odcinku poruszyliśmy między innymi temat hakowania mózgu, błędów podczas nauki programowania, czy poszukiwania pracy w IT. Mówiliśmy też o tym, co wziąć pod uwagę przed przystąpieniem do przebranżowienia.

To teraz wracamy do samej nauki. Jaki sposób nauki jest według Ciebie najlepszy? Mamy do wyboru samodzielną naukę, kursy, mentoring. A może stosować wszystko po trochu?

Akurat nauki pedagogiczne są bardzo stare. Uczymy ludzi systematycznie tak naprawdę od XIX wieku, kiedy opracowaliśmy jakiś tam system edukacji, i mniej więcej ciągniemy ten sam system do teraz. Mieliśmy bardzo dużo czasu na zrobienie na ten temat wielu badań i wyniki są naprawdę niezwykle interesujące.

Najskuteczniejszą formą nauki – przechodząc od razu do sedna (żeby ludzie nie musieli słuchać całej tej odpowiedzi, ale zachęcam, żebyście jej wysłuchali do końca) jest zapoznanie się z jakimiś materiałami na zasadzie czysto teoretycznej, a potem wypróbowanie tego w praktyce. Był taki trend w naukach pedagogicznych: discovery learning, czyli uczenie przez odkrycia. Okazało się, że to nie działa. Polegało to mniej więcej na tym, że na przykład sadzacie dziecko w naturze, a ono odkrywa świat i się przez to uczy. To nie wyjdzie, dlatego że dziecko nie ma podstaw do tego, żeby zaznajomić się ze wszystkimi procesami, które czymś sterują. Potrzebujecie podstaw teoretycznych.

Inny przykład, bardziej z naszego pola. Posadzę was przed VS Code’em i powiem: napiszcie mi program. Dacie radę? No nie dacie, bo nawet nie wiecie, jak zacząć, jak się za to zabrać. Tak więc discovery learning nie działa. To jest właśnie antyprzykład nauki.

Zanim przejdziemy do dobrych form nauki, to podajmy jeszcze jeden antyprzykład. Jest taki bardzo drogi kurs, który się nazywa Total TypeScript – najbardziej zaawansowany kurs TypeScripta, z jakim się spotkałem. To jest naprawdę bardzo dobry kurs ze względu na poziom przekazywanej w nim wiedzy. Jednak sposób jego prowadzenia jest dla mnie karygodny. Gość nie robi Wam żadnego wprowadzenia teoretycznego, omawia zero tematów, daje Wam od razu zadanie do zrobienia i znajdziecie se. Oczywiście troszeczkę przypomina to pracę zawodową i jestem pewien, że będą ludzie, którzy powiedzą: tak wygląda praca zawodowa, co on gada? No nie do końca. W pracy zawodowej nie jest tak, że w ogóle nie wiecie, jak zacząć, jak się za coś zabrać. To jest więc antyprzykład.

Najskuteczniejsza metoda nauki to najpierw poznanie czegoś teoretycznie, a potem zrobienie tego w praktyce i testowanie. Filary nauki są cztery. Pierwszym jest skupienie – i tutaj bardzo ważna wskazówka: nie zwracacie uwagi na to, na co nie zwracacie uwagi, a przenoszenie uwagi pomiędzy jednym a drugim zadaniem to jest poznawczo najbardziej wymagająca rzecz, jaką Wasz mózg może robić.

Dlatego zadbajcie o swoje skupienie, zadbajcie o to, żeby w miarę możliwości nikt Wam nie przeszkadzał. Telefon, który naprawdę mocno Was uzależnia, wynieście do innego pokoju albo do auta, albo do sąsiada – gdziekolwiek, byle go przy Was nie było. Zainstalujcie sobie w przeglądarkach rozszerzenia do blokowania social mediów, żeby móc się skupić.

Badania na ten temat są naprawdę bardzo jasne. Jeżeli dzieciaki siedzą w salach lekcyjnych, które mają bardzo dużo na przykład pięknych, kolorowych obrazów, to po prostu się słabiej uczą – bo nie są skupione. Nie skupiacie się więc na tym, na czym nie jesteście skupieni.

Jeszcze inny przykład, taki, którego pewnie każdy z nas może doświadczyć, o ile ma prawo jazdy. Jesteście w stanie skupić się wyłącznie na jednej wymagającej kognitywnie rzeczy naraz. Nie obchodzi mnie, że Wasza żona albo Wasz chłopak mówi, że jest multitaskingowy. Nie jest. Jesteście w stanie skupić się wyłącznie na jednej rzeczy naraz, a jeżeli chcecie się skupić na kilku, to jedna z tych rzeczy musi być już włączona do automatyzmu.

Przypomnijcie sobie, jak uczyliście się jeździć samochodem. To był dla Was bardzo wymagający proces, było ciężko. Byliście po tej półgodzinie jazdy strasznie zmęczeni, ale teraz – gdy macie prawko już kilka lat – to robicie to w miarę automatycznie i możecie na przykład jednocześnie słuchać audiobooka albo rozmawiać przez telefon.

Nie wyćwiczyliście sobie jednak przykładowo jednego bardzo trudnego manewru równoległego parkowania, który właśnie teraz wykonujecie. Ponieważ możecie skupić się wyłącznie na jednej rzeczy naraz, to w momencie, kiedy na przykład rozmawiacie z kimś albo słuchacie audiobooka czy podcastu i robicie manewr równoległego parkowania, to Wy przestaniecie go na jakiś czas słyszeć. I nawet tego nie zauważycie.

Najzabawniejszy eksperyment związany ze skupieniem to jest coś, co każdy może sobie wygooglować – filmik na YouTubie. Wzięto grupę badanych i pokazano im krótkie nagranie z meczu koszykówki, gdzie jedna drużyna miała białe stroje, a druga czarne. Badani mieli za zadanie policzyć, ile było podań pomiędzy graczami drużyny w białych koszulkach. Było to dosyć wymagające, ale nie aż tak. Większość ludzi bez problemu to policzyła i wtedy następowało magiczne pytanie od badaczy: a czy widziałeś goryla? O co w tym chodzi? W trakcie filmu na samym środku ekranu wychodził goryl w czarnym stroju i tańczył. Ty nawet nie zwróciłeś na to uwagi, dlatego że tak bardzo byłeś skupiony na liczeniu podań. I to jest piękne badanie obrazujące to, że naprawdę musicie być skupieni na tym, co robicie. To jest jeden z czterech filarów nauki.

Teraz może przez dwa kolejne filary troszeczkę przelecę, bo akurat one bardzo mocno się ze sobą łączą. Drugi i trzeci filar to zaangażowanie oraz pętla zwrotna błędów. Jeżeli jesteście zaangażowani, to znaczy, że najprawdopodobniej piszecie kod. Jeżeli piszecie kod, to też najprawdopodobniej pracujecie nad swoją pętlą zwrotną błędów – dlatego że piszecie coś i od razu widzicie, czy działa, czy nie działa.

Ostatnim filarem jest konsolidacja, czyli powtórzenia. Tutaj też jeszcze raz wychodzi sen, ponieważ – przypominam – uczymy się we śnie kilkadziesiąt do nawet stu razy szybciej niż na jawie. Tak więc ta konsolidacja jest bardzo ważna.

Mamy zatem te cztery filary. Skupienie omówiłem dosyć szeroko, natomiast reszty nie z tego względu, że troszeczkę się rozgaduję. Skupienie, zaangażowanie, pętla zwrotna błędów i konsolidacja wiedzy, czyli powtórzenia. W jaki sposób możemy te wszystkie cztery rzeczy ćwiczyć jednocześnie, jedną czynnością? Pisaniem kodu. Piszcie, praktyka jest cholernie ważna. Pracy nie udaje się dostać najczęściej tym, którzy wpadają w tak zwane piekło tutoriali i nie piszą.

Potrzebujesz okresowego sprawdzania swojej wiedzy poprzez zadania. W tym na przykład bardzo może pomóc mentor, który da Ci zadania dostosowane do Twojego poziomu. Ważne, żeby te zadania były wymagające, ale nie przytłaczające, bo wtedy nie jesteś ani zaangażowany, ani skupiony. Nie wiesz po prostu, jak zacząć. Nie masz pętli zwrotnej błędów, dlatego że nawet nie robisz żadnego postępu, nie masz jak popełnić błędu. Ważne więc, żeby okresowo sprawdzać swoją wiedzę.

W historii pedagogiki było wiele badań mierzących to, jak przyswoiły wiedzę różne grupy ludzi – na przykład tacy, którzy wyłącznie się uczyli i okresowo (ale rzadko) się testowali, albo tacy, którzy uczyli się najkrócej ze wszystkich trzech grup, ale robili bardzo dużo różnych okresowych testów. Wychodziło na to, że ta trzecia grupa przyswajała wiedzę najszybciej. Pytanie dotyczyło chyba najskuteczniejszej formy nauki. To jest praktyka.

 

Tak jest. Powiedziałeś o fundamentach, o które miałem zapytać za chwilę, więc teraz powiedz nam o sposobach nauki. Mam tu na myśli na przykład kurs, samodzielną naukę czy coś innego. Może masz swoją złotą zasadę.

Jasne. To jest rzeczywiście pytanie, które bardzo często powtarza się też na grupkach dla początkujących. W jaki sposób się przebranżowić? Co ja mam zrobić? Podajcie mi duże klocki albo coś, od czego mogę zacząć. Coś, co na przykład mi bardzo zagrało, to takie cztery duże kroki.

Pierwszy to jest nauka własna. Tak jak mówiłem: zacznijmy od jakiegoś kursu na przykład Udemy, przepracujmy samemu wszystkie podstawy. Z kilku różnych względów: ponieważ ścieżek dla początkujących jest mnóstwo i są one naprawdę świetnie wykonane; ponieważ praca programisty to jest głównie praca solo – pomimo tego, że pracujecie w zespole, to jednak pracujecie solo i już przyzwyczajajcie się do tego sposobu pracy, który Was czeka w przyszłym zawodzie. Nie inwestujesz dużo, właściwie nic nie inwestujesz poza własnym czasem. Możesz się przekonać, czy to jest dla Ciebie. Może to po prostu nie jest dla Ciebie, bo takie osoby też są. Przepracuj więc sobie tę naukę własną.

À propos Daniela Rozieckiego: czy myślisz, że on by się za mną nie zgodził, żeby zaczynać samemu, na własny rachunek? On jest raczej zdania, żeby sięgać po pomoc, prawda? Ale chyba nigdy w rozmowach z Tobą nie określił, czy robić tak od samego początku.

Wydaje mi się, że jego program jest tak przygotowany, że można zacząć od początku, od zera i też będzie OK. To, o czym mówisz, robisz razem z Danielem albo z jego z materiałami, bo to nie jest też tak, że robisz to z nim. On ma tylko koncepcje, które możesz wykorzystać, a potem wejść głębiej. Ta nauka własna jest więc cały czas własna, tylko z jego pomocą. W zasadzie nie wiem dokładnie, jak to wygląda, ale podejrzewam, że to jest po prostu podsyłanie materiałów, z którymi możesz pracować sam.

OK, rozumiem. Tak właśnie podejrzewałem, ale fajnie, że mi to delikatnie albo ostrożnie potwierdziłeś. Może Daniel się wypowie w komentarzach pod tym odcinkiem na jakimś medium społecznościowym.

Dobra. Mamy przerobioną tę naukę własną i dochodzimy do momentu, w którym mamy ten taki mały analysis paralysis – troszeczkę dreptamy w miejscu, troszeczkę nie wiemy, kiedy iść dalej; być może potrafimy wyklepać sobie apkę CRUD-ową. Wtedy jest naprawdę bardzo dobry moment, żeby skorzystać z czyjejś pomocy. Wtedy jest dobry moment, żeby zainwestować w mentoring.

Chcecie iść na bootcamp? Ech, słuchajcie, być może jest jakiś złoty moment, kiedy to jest opłacalne, ale moim zdaniem to prawie nigdy nie będzie lepsza inwestycja niż mentoring, więc to raczej na nim się skupcie. A może macie jakiegoś znajomego programistę? Spotykałem osoby, których na przykład partner lub partnerka byli programistami i oni ich prowadzili – ale też nie od początku. Powiedzieli: na początku sobie poczytaj, a ja Ci pomogę później. Skorzystajcie więc z pomocy – to jest drugi krok.

Czyli mamy naukę własną, potem mentoring. Trzeci krok: musicie mieć wyklikane swoje projekty. Moim faworytem jest jeden lub dwa duże projekty. I teraz powtórzmy: te projekty muszą mieć w sobie zasady czystego kodu, muszą mieć wszystkie reguły: SOLID, KISS, DRY i tak dalej. I co jest najważniejsze, muszą mieć czystą historię Gita, muszą mieć jakąś strategię branchowania. Niech będzie ona nawet megaprosta, nawet niech to będzie feature branching – super, ale niech to będzie widoczne po historii Gita.

Niech będzie tam demówka online, ponieważ błędów poznawczych nie przeskoczymy, ludzie oceniają oczami. Nietechniczni też chcą zobaczyć, co napisaliście. Niech będzie krótka, ale treściwa dokumentacja, która wyjaśnia, w jaki sposób Wasza aplikacja działa. Niech tam będzie jakiś diagramik, ponieważ to robi dobre pierwsze wrażenie, a pierwsze wrażenie jest najważniejsze – rekruterzy naprawdę potrafią poświęcać bardzo mało czasu na przeglądanie Waszego CV oraz GitHuba i dosyć szybko podejmują decyzje. Jest to warunkowane tym, w jaki sposób działa nasze postrzeganie – system pierwszy, system drugi… Jeżeli ktoś czytał Kahnemana i Twerskiego, to pozdrawiam serdecznie.

Ostatnim krokiem… Oj, teraz możemy sobie o tym porozmawiać.

Ha, ha.

Masowe rozsyłanie CV. Moim zdaniem każdy to robi, w sensie… Dobra, nie, inaczej. Po prostu w odpowiedzi na każdą ofertę przychodzą takie rzeczy. Mnóstwo ludzi słyszało, że rynek IT się skończył; że na jedno miejsce jest dwieście albo tysiąc osób; że jeżeli to jest front end, to w ogóle nie opłaca się w to teraz wchodzić, bo w jaki sposób wygramy z tą całą konkurencją? Moim zdaniem, masowo wysyłając CV, zwiększasz swoje szanse. I teraz naprawdę bardzo chcę usłyszeć Twoje zdanie.

Jasne. Przed nagrywaniem omawialiśmy sobie ten temat i ja jestem zdania, że powinniśmy zmniejszyć liczbę wysyłanych CV albo po prostu niech CV nie wysyłają osoby, które jeszcze nie są na to gotowe – czyli nie przeszły tych trzech etapów nauki, o których wspomniałeś – bo to robi ten sztuczny tłum. Wielokrotnie osoby, które zaczynają ze mną współpracę (czyli są, powiedzmy, na tym drugim etapie), mówią: wiesz, chciałem spróbować, więc wysłałem kilkanaście CV (jak nie więcej). W mojej ocenie właśnie to powoduje, że ostatnimi czasy pojawiła się taka liczba CV – bo wszyscy zaczęli je rozsyłać.

Gdy mówimy o tym, że masowe rozsyłanie CV zwiększa szanse, to powoduje, że wszyscy zaczynają to robić, nawet ci, którzy jeszcze nie przerobili dokładnie materiału. Myślę, że to jest problem. Jeżeli my będziemy mówić: rozsyłajcie masowo CV, to ludzie tak będą robić i rynek będzie się stawał coraz gorszy, a nie coraz lepszy. My też powinniśmy go troszkę w jakimś sensie wyregulować, powiedzieć: słuchajcie, dopiero jak będziecie gotowi, to rozsyłajcie. OK, wtedy faktycznie może wysyłajmy to CV w odpowiedzi na każdą ofertę, ale zastanówmy się nad tym, jak to CV zmienić, jak je polepszyć, żeby było pod tę konkretną ofertą dopasowane. To pewnie spowoduje, że nie będziemy w stanie wysyłać CV na każdą ofertę, tylko tam, gdzie faktycznie chcemy się dostać.

Nie róbmy czegoś na zasadzie: wyślę, może się uda, a jeżeli to nie będzie dla mnie, to zrezygnuję, bo w ten sposób sami się napędzamy. Mam wrażenie, że przez to firmy się zraziły, co powoduje, że tych ofert pracy jest mniej. Jeżeli firmy dostają na przykład sto CV, to nie za bardzo mają jak to przepracować. Wolą już zapytać swoich pracowników: Słuchajcie, nie znacie kogoś, kto może u nas pracować? Nie chcemy otwierać rekrutacji, a tak pewnie szybciej kogoś znajdziemy, nawet jeżeli mielibyśmy go przyuczyć. Taka jest moja perspektywa, chętnie posłucham Twojej.

Zupełnie nie kontestuję na przykład tego, że nie powinno się rozsyłać CV, jeżeli nie jesteś gotowy, bo Ty tej pracy nie dostaniesz. Rekruterzy otrzymują bardzo dużo CV, więc masz w stu procentach rację, że nie powinno się rozsyłać CV, jeżeli nie jest się na to gotowym. Ja natomiast mówię o tym, że jeżeli już jesteś gotowy, to powinieneś rozsyłać raczej więcej niż mniej z tego względu, że…

Mateusz, masz według czytelników serwisu itweek.pl najlepszy podcast IT w Polsce, ale nadal nie masz takich zasięgów, żeby dotrzeć do każdego, kto się uczy programowania. Nikt nie ma takich zasięgów, rynku nie pobijesz, inni i tak będą wysyłać CV. Nie ma więc większego znaczenia, czy kilka tysięcy osób, które przesłuchają ten podcast (czego jestem pewien), zacznie rozsyłać mniej, bo w efekcie skali to i tak będzie za mało. Rynku nie zmienimy własnoręcznie, a nie ma co z nim walczyć.

To jest moja perspektywa, natomiast wydaje mi się, że moglibyśmy się spotkać po środku. Moglibyśmy na przykład umówić się na taką uniwersalną radę, żeby (to, co mówiłeś) bardziej personalizować CV pod daną firmę – to jest super, bo rzeczywiście w ten sposób liczba wysłanych CV będzie mniejsza. Co o tym sądzisz? CV wysyłamy na początku ostrożnie, tylko do ofert, które są najbardziej dopasowane pod nasz stack, a potem – w zależności od feedbacku – modyfikujemy to. Jeżeli mamy dobry odzew, to wysyłamy tyle samo; jeżeli mamy słaby odzew, to wysyłamy trochę więcej z takim założeniem, że jeżeli ten odzew naprawdę jest bardzo, bardzo mały, to musimy poprosić o pomoc kogoś innego i coś zmienić. Co sądzisz o takim rozwiązaniu?

Jestem jak najbardziej za, nawet poszedłem trochę dalej. Żeby mniej więcej zweryfikować, czy ktoś jest gotowy na rozsyłanie CV, czy nie, to przygotowałem testowy projekt, który każdy może sobie zrobić. Jeżeli zrobi go w odpowiednim czasie, to znaczy, że jest gotowy na wysyłanie CV. Właśnie w ten sposób trochę starałem się poprawić rynek.

Wiem, że do wszystkich nie dotrę, ale wolę podejście: spróbujmy zmienić coś u siebie, a potem idźmy dalej. Myślę, że małymi krokami uda się coś zrobić. Udostępniam więc projekt, który front-endowcy mogą spróbować wykonać. Jeżeli im się uda, to znaczy, że są gotowi na szukanie pracy i niech wtedy rozsyłają CV.

Tak, żeby zmienić świat, trzeba zacząć od siebie.

Tak jest, tak jest.

Jeszcze jeden taki bonusowy punkt. Mamy te trzy punkty: nauka własna; potem skorzystanie z czyjej pomocy (myślę, że najprawdopodobniej u większości osób będzie to mentoring); jeden projekt czy dwa duże albo na przykład sześć średnich projektów; masowe (albo niemasowe) rozsyłanie CV – takie, jakie czujesz, że jest dla ciebie OK.

Myślę, że takim bonusowym krokiem może być rozpytanie się swoich znajomych, rozbudowanie sobie sieci kontaktów na LinkedInie. Bo tak jak powiedziałeś: firmy często najpierw pytają się, czy kogoś masz. Z mojego doświadczenia każda rekrutacja… No dobra, nie każda, ale prawie każda rekrutacja, którą widziałem w trakcie swojego już chyba jedenastoletniego zawodowego życia w branżach związanych z technologiami (najpierw to był marketing, potem IT), zaczynała się w ten sposób, że nie wstawiało się od razu ogłoszenia, tylko najpierw pytało się obecnych pracowników: hej, znacie kogoś? Może więc poszukajmy sobie jeszcze tych kontaktów.

Zdecydowanie tak. To potwierdza chyba każda osoba, która jest u mnie w podcaście – że warto to robić. Może też zaznaczmy, że nie chodzi o to, że ktoś dostanie tę pracę po znajomości, tylko zazwyczaj nie bierze udziału – jak to nazywam – w losowaniu CV. Od razu dostaje test na wiedzę i jeżeli się sprawdzi, to otrzymuje pracę. Jest to korzystne dla obydwu stron – firma nie musi robić pełnoprawnej rekrutacji, która jest kosztowna, a kandydat ma pracę, więc wszyscy są zadowoleni.

Losowanie CV to jest naprawdę piękny termin. Wyobraźcie sobie rekrutera, który na przykład dostaje trzysta CV i musi je obrobić w dwa dni. To jest niewykonalne, to jest najzwyczajniej w świecie niewykonalne, dlatego też bardzo istotne, żebyście mieli wszystko to, co wymieniliśmy wcześniej w checkliście (patrz: pierwsza część rozmowy) – aby jakoś się przed tym rekruterem wybić. Przed każdym się tak czy inaczej nie wybijecie, bo rynek wygląda w tym momencie, jak wygląda. Może będzie lepiej, może będzie gorzej, zobaczymy. Tak czy inaczej uczyć się warto na sto procent. Jeżeli chcecie wiedzieć, dlaczego warto, to jeszcze raz odsyłam Was do odcinków z Danielem.

 

Chciałbym zapytać o nastawienie mentalne, które towarzyszyło Ci podczas okresu nauki. Wiem, że nie jest tak, że zawsze jest idealnie, wspominałeś też o dopaminie i tak dalej. Są więc trudniejsze i łatwiejsze okresy. Jak sobie z tym poradzić?

U mnie to było naprawdę bardzo nietypowe, dlatego że droga, którą przebyłem, nie zakładała na samym początku zmiany branży. Podjąłem jednak taką decyzję, ponieważ był pewien moment, w którym dotarło do mnie, jak ta branża wygląda. Ponieważ bardzo dużo siedziałem w internecie – czytając różne prognozy, raporty, widząc opinię ludzi na Fejsie, gadając ze znajomymi programistami – to wiedziałem mniej więcej, jak ta branża wygląda. Moje nastawienie mentalne zmieniło się mniej więcej w połowie nauki w taki sposób, że zmiana zawodu jest nieunikniona, ponieważ naprawdę wystarczy się nauczyć lepiej niż inni. I tyle. Od pewnego momentu serio byłem pewien, że tę pracę znajdę.

Żeby nie robić sobie jakiejś wielkiej presji psychicznej, żeby pozbyć się takiego uczucia porażki, moje nastawienie mentalne zakładało jedną prostą rzecz: nie liczy się to, kiedy zmienię branżę, lecz kierunek, w którym idę. Jeżeli codziennie robię malutki krok do tego, żeby zmienić branżę, to w końcu musi dać efekt. Nie obchodzi mnie, kiedy to będzie, ale obchodzi mnie kierunek, w którym idę: czy zawsze idę w tym kierunku, czy wszystkie rzeczy, które robię, zmierzają w tę stronę czy na przykład mi w tym przeszkadzają.

To, co powiedziałaś, zawsze mi się bardziej podobało niż podejście: rób każdego dnia 1% więcej niż dnia poprzedniego. Teraz nie jestem w stanie powiedzieć, ile to jest, ale to jest naprawdę spora różnica, więc te małe kroczki, o których mówisz, robią kolosalną różnicę.

Tak, bo te kroczki się nie sumują, one się mnożą, one się multiplikują. Suma dziesięciu rzeczy, które zrobisz, żeby zmienić zawód, nie wynosi dziesięć, tylko sto.

Czy coś jeszcze dodałbyś do tego mentalnego podejścia?

Tak, jeszcze jedną rzecz. Bardzo dużo rozmawialiśmy na temat tego, w jaki sposób skutecznie się uczyć, co trzeba zrobić, żeby zmienić zawód, jak się do tego przygotować i tak dalej. Weźcie jednak pod uwagę, że my Wam dajemy pewne narzędzia. Wykorzystajcie te narzędzia w sposób odpowiedni do Waszych warunków.

Krótki przykład: tak jak wspominaliśmy, właśnie urodziły mi się piękne bliźniaczki. Jest naprawdę super, ale snu jest mało. Teraz na przykład przygotowuję się do certyfikatu AWS-owego i muszę się jakoś do niego uczyć. Nie jestem w stanie tego robić w stu procentach optymalnie dobrze. Ja wiem, co powinienem robić – powinienem robić na karteczce ręczne notatki z rzeczy, których nie wiem, a rzeczy, które akurat wiem z poprzedniego certyfikatu, wystarczy od czasu do czasu sobie przypomnieć.

Ale nie jestem w stanie tego robić, jestem natomiast w stanie zrobić mniejszy kroczek. Po prostu w trakcie karmień oglądam kursy. Wiem, że to jest strasznie nieefektywne; wiem, że te filmiki będę musiał sobie obejrzeć po pięć razy zanim w ogóle je zakoduję w pamięci; wiem, że wiedza nie będzie mi się utrwalała przez brak snu, ale jakiś tam mały kroczek będzie – bo ważny jest kierunek, nieważne jest tempo.

 

OK, w takim razie chciałbym się Ciebie zapytać, co przygotowałeś sobie przed przystąpieniem do poszukiwań pracy. Trochę powiedzieliśmy o nauce, o przebranżowieniu, o tych wszystkich rzeczach wokoło, a jak wyglądają przygotowania do szukania pracy? Czy możesz powiedzieć o projektach w portfolio – na czym się w nich skupiałeś? Wiemy, że polecasz jeden albo dwa duże projekty. Co więcej na ten temat?

Razem z moim przyjacielem, który pracuje w BMW, chcieliśmy wiedzieć, czy kierowcy BMW to rzeczywiście są dzbany, tak jak mówi stereotyp. Przygotowałem więc projekt, gdzie – jeżeli byłeś odpowiednio uprawnionym userem – można było wgrywać sobie z filmów serii chyba STOP CHAM i Polskie Dzbany, ile wypadków zostało spowodowanych przez kierowców danej marki. Następnie porównywałem to z danymi z CEPiK-u o liczbie zarejestrowanych samochodów w ostatnich dwudziestu latach w Polsce (pierwsze rejestracje, bo to obejmuje wtedy też samochody sprowadzane).

Był to taki projekt, powiedzmy, pseudostatystyczny. Nigdy nie zebraliśmy tych danych, nie jestem w stanie odpowiedzieć na postawione pytanie. Mój kumpel na przykład uważa, że to nie jest prawda. Po prostu samochody BMW bardzo długo były liderem w liczbie sprzedawanych samochodów marki premium. Był to jednak jakiś taki projekcik osobisty, strasznie śmieszny. Nazywa się Polskie Dzbany. Którzy kierowcy są największymi dzbanami? No najprawdopodobniej każdy chciałby to wiedzieć. Powiem Ci, że miałem kilka zaproszeń na rozmowę o pracę wyłącznie ze względu na ten projekt, bo to jakoś chwyciło. Więc to było super.

Drugi projekcik był dużo bardziej sztampowy, ale też bardzo ważny, żeby ogarnąć fundamenty pracy komercyjnej. Był to dosyć rozbudowany sklep e-commerce’owy. Tematyka tego sklepu nie jest szczególnie istotna, bo były tam tablice manipulacyjne… Wyskrobałem kiedyś coś takiego dla swojego dziecka i dla jakichś znajomych, nawet bardzo to lubiłem więc zrobiłem sklep z tablicami manipulacyjnymi. To, co jest istotne, to – tak jak mówiłem poprzednio – czysta historia Gita, jakaś strategia branchowania, dokumentacja, demówka. To wszystko te projekty musiały mieć. Akurat drugi z tych projektów robiłem z mentorem i po poziomie tych projektów widać, jakie one są. Projekty to rzecz numer jeden, która odróżnia kogoś, kto dostanie pracę jako junior, od kogoś, kto tej pracy nie dostanie.

 

Wspominałeś też, że sam za pierwszym razem nie dostałeś pracy. Brałeś więc udział w paru rekrutacjach. Czy jesteś w stanie nam powiedzieć, co jest według Ciebie najważniejsze na etapie poszukiwania pracy?

Co jest najważniejsze? Bardzo dużo różnych małych rzeczy. Spróbujmy uzupełnić tę checklistę, którą poprzednio omawialiśmy. Kilka rzeczy z czubka głowy. Słuchajcie, niech będzie widać po Waszym GitHubie, że pracujecie z Gitem, że to potraficie. Miejcie czyste strategie branchowania, nawet w jakichś megaprostych projektach, których nie chcecie pokazywać rekruterem.

Przykładowo uczycie się nowego języka i piszecie sobie to-do listy, bo akurat uczycie się zarządzać stanem albo komunikacją z bazą danych. Niech to też będzie wyklikane na Gicie, to naprawdę Wam nie zaszkodzi, bo przecież oprócz tego będziecie mieli też te większe projekty. Mniejszych możecie po prostu sobie nie przypinać, żeby nie pokazywały się na GitHubie jakoś bardzo wysoko, one mogą być bardzo daleko. Będzie też widać progres, który zrobiliście. Osoba techniczna naprawdę może tam zajrzeć i jak zobaczy więcej kwadracików… Jeszcze raz: ludzie oceniają oczami. To naprawdę robi dobre pierwsze wrażenie, od razu będziecie troszeczkę do przodu.

To może też od razu powiemy, że jeśli nie wiecie, co to są zielone kwadraciki, to źle. Powinniście wiedzieć. Wejdźcie na GitHuba i poszukajcie zielonych kwadracików.

Tak jest. Słuchajcie, dopieśćcie sobie troszeczkę waszego LinkedIna, żeby łatwo Was było znaleźć; żeby tam było jakieś ładne zdjęcie; żeby był jakiś sensowny, napisany pięknym polskim językiem opis tego, co robicie. Może być też oczywiście po angielsku, możecie też ustawić sobie na LinkedInie dwujęzyczny profil.

Dodatkowo jakieś audyt reszty sociali – o tym akurat mówiliśmy. Zadbajcie też o to, żeby wasze CV było ładne i schludne. Naprawdę jest do tego mnóstwo darmowych narzędzi. Ja na przykład korzystałem z Canvy, która uważam, że do tego celu jest super, że bardzo łatwo się w tym tworzy. Jeżeli jesteście troszeczkę bardziej zaawansowani w programach do grafik, to możecie skorzystać z Photoshopa, a jeżeli nie macie Photoshopa albo nie chcecie z jakiegoś powodu uruchamiać trialowej wersji, to jest darmowe narzędzie, które się nazywa Photopea.

Pamiętajcie, żeby to Wasze CV było czytelne i raczej hasłowe z tego względu, że – tak jak mówiliśmy – na oferty juniorskie przychodzi dużo tych CV. Chcemy, żeby było dużo mięsa, a raczej mało szczegółów – przynajmniej o rzeczach niezwiązanych z IT, ponieważ HR-y na pre-screening mają naprawdę bardzo mało czasu, gdy przychodzi tak strasznie dużo CV. Poprzednie doświadczenia zawodowe są OK, niech tam będą, ale nie rozpisujcie się za bardzo. Przynajmniej takie jest moje osobiste zdanie.

Jeżeli nie masz… O, to jest ciekawa rzecz. Zdarzają się osoby na przykład świeżo po studiach (nawet studiach niezwiązanych z IT), które chcą wejść do IT, bo w trakcie studiów się uczyły albo na przykład zrobiły sobie gap year i teraz chcą wejść do branży IT. Jednak one w ogóle nie mają doświadczenia zawodowego. Co wówczas wstawić w tym CV? Wtedy, moim zdaniem, bardzo dobrze jest opisać projekty, które robiłeś/robiłaś. To jest naprawdę bardzo fajny zapełniacz miejsca w CV, które wygląda wtedy na rozbudowane. To jest coś, co interesuje ludzi technicznych, ponieważ wyklikaliście projekt.

 

A gdybyś miał podsumować to, co złożyło się na Twój sukces w przebranżowieniu, to jakie byłyby to elementy?

W moim indywidualnym przypadku na pewno najważniejsza była rodzina, najważniejsze było wsparcie, które otrzymałem od żony. Bardzo ważny na start był na przykład kontakt z moim najstarszym szwagrem, który powiedział, że nigdy nie zostanę programistą. Po prostu musiałem mu pokazać – wtedy już byłem przegrany dla tej sprawy.

To tak osobiście, a jeżeli chodzi o rzeczywiście najważniejszą rzecz, która jest uniwersalna dla każdego, to: nie istnieje coś takiego jak talent. Istnieje wyłącznie systematyczność i upór w dążeniu do celu. Jeżeli pracujecie systematycznie i jesteście bardzo uparci w dążeniu do celu, to Wam się uda. I to jest lekcja, której się nauczyłem na turnieju szachowym bodajże w Kielcach, kiedy podsłuchiwałem wywiad z jakimiś międzynarodowy mistrzem szachowym dla stacji radiowej.

Wtedy naprawdę to do mnie trafiło i raczej starałem się to w swoim życiu wprowadzać. Byłem jeszcze dzieciakiem, ale wiesz, naprawdę mocno szukałem sposobów na polepszenie się w szachach. Nigdy nie przepracowałem tego ostatecznie, ostatecznie bardziej poszedłem w e-sport, ale już mniejsza o to. Dużo zastanawiałem się nad tym, co czyni dobrego szachistę naprawdę dobrym. To jest dokładnie to samo, co przy przebranżawianiu się – to 1% talentu i 99% pracy. Nawet nie „pracy”, to są po prostu codzienne nawyki. To jest najważniejsze. To jest numer jeden.

Muszę przyznać, że wielokrotnie byłem naocznym świadkiem sytuacji na kursach stacjonarnych, gdzie dana osoba przyszła bardziej dlatego, że ktoś ją namówił, i słabo sobie radziła. Ale właśnie dzięki swojemu uporowi i systematyczności kończyła taki kurs jako najlepsza – to znaczy cała grupa wybrała jej projekt jako najlepszy, a nie powiedziałbym, że coś się na początku zapowiadało. Widziałem, że ta osoba systematycznie pracowała, była zaangażowana i to spowodowało, że odniosła sukces. Widzę to wielokrotnie, więc zawsze powtarzam, że trzeba spróbować, trzeba sobie dać czas i ten czas dobrze wykorzystać – to zazwyczaj prowadzi do osiągnięcia sukcesu.

Dokładnie. Tylko że sukces jest.. Tak jakby nie jesteś w stanie kontrolować tego, czy ktoś Cię zatrudni, prawda? To jest wypadkowa Twoich poprzednich czynności. Jesteś w stanie je kontrolować; jesteś w stanie kontrolować to, czy codziennie coś napiszesz; jesteś w stanie kontrolować to, czy codziennie się czegoś nauczysz. Nie jesteś w stanie kontrolować tego, czy ktoś się zatrudni, ale to, czy ktoś się zatrudni, jest wypadkową tych wszystkich decyzji, które podjąłeś wcześniej. I to jest, wydaje mi się, najważniejsze, co mogę na ten temat powiedzieć.

Zdecydowanie tak.

 

No dobrze, idziemy dalej. Wiemy, że skuteczne przebranżowienie i znalezienie pracy w IT to nie koniec drogi, jakby się mogło wydawać. Jakie nowe perspektywy otworzyła przed Tobą zmiana zawodu?

Jakie przede mną, czy jakie ogólnie może otwierać?

Przed Tobą i ogólnie.

O tym, na czym ja się skupiam, w sumie już troszeczkę rozmawialiśmy – lubię takie rzeczy, powiedzmy, bardziej architektoniczne. Na razie to mnie jara, kto wie, co będzie później, może nawet wrócę do biznesu, do bycia PM-em. To jest właśnie ekstra w tej branży – możesz robić prawie wszystko w obrębie tworzenia oprogramowania.

Możesz iść w stronę DevOps-a; możesz założyć bloga i być ekspertem wyłącznie w jednej technologii, ale za to takim ekspertem super ekstra; możesz iść w jakieś niszowe języki; możesz napisać kurs Scala for TypeScript Developers – tak jak na przykład ThePrimeagen ostatnio opublikował swój kurs Rusta dla developerów TypeScriptu; możesz iść w ścieżkę managerską. Bardzo dużo osób zresztą idzie w ścieżkę managerską po kilkunastu latach w branży. Paradoksalnie z zawodu developera dosyć dużo osób odpływa, co jest zresztą dobrą informacją dla juniorów. Możesz iść w bezpieczeństwo, możesz iść w sieci.

Ja na przykład chciałbym w przyszłości zająć się jakimś typem działalności edukacyjnej, bo to daje mi dużo satysfakcji. To bardzo przyjemne, gdy widzisz, że ktoś docenia Twoją pomoc. To jest ekstra. Jeszcze u mnie nie jest na to czas, ale zapraszajcie mnie na LinkedInie, może niedługo coś się z tego urodzi.

Wydaje mi się, że można to podsumować w taki sposób, że pierwsza praca otwiera Ci bardzo dużo drzwi. Masz praktycznie nieograniczone możliwości rozwoju. Najtrudniej dostać w tej branży pierwszą pracę, a potem możesz się rozwijać, w czym tylko chcesz. IT jest właściwie z gumy. Rób, co chcesz. Możesz robić naprawdę bardzo dużo.

Ciekaw jestem, że nie wspomniałeś o swoim produkcie – że możesz mieć swoją aplikację, którą rozwijasz.

Też, dokładnie. Wydaje mi się, że to jest akurat taka rzecz osobowościowa. Ja raczej jestem osobą, która musi ciężej pracować nad wyznaczaniem celów, ale jest bardzo dobra w dążeniu do tych celów, gdy już są wyznaczone. Dlatego nie wiem, czy byłbym dobrym właścicielem firmy.

Ale jest taka możliwość.

Jest możliwość, oczywiście.

W zasadzie można też zwiedzać świat i przy okazji coś programować. Gdy to tylko sposób zarobkowania, to przy okazji można realizować się w innych tematach.

Jezu, kto chciałby lecieć w jakieś piękne miejsce, typu Dominikana, Malezja, Tajlandia, Kolumbia? Kto chciałby stamtąd pracować, skoro światło w monitor bije? Daj spokój, Mateusz.

Nie wiem, ale wiem, że są takie firmy, które organizują tego typu wypady, więc ktoś musi na to iść.

Ja wolę swoją piwnicę, ale szanuję, że niektórzy mogą lubić inne rzeczy.

Otóż to, każdy ma wybór.

 

Podsumowując: gdybyś miał zostawić słuchaczy z jednym przesłaniem, to jak by ono brzmiało?

Zostawmy ich właśnie z tym, że nie istnieje coś takiego jak talent, istnieje systematyczność, upór w dążeniu do celu i ciężka praca. Zostawmy ich z tym, dlatego że to naprawdę jest najważniejsze. To naprawdę jest wszystko, co wystarczy. Wszystko inne wyjdzie z tego. Jeżeli zastanawiacie się na przykład, czy zacząć, to nigdy nie było lepszego momentu na to, żeby zacząć, niż jest teraz. Dobra, najlepszy moment był dziesięć lat temu, wtedy rzeczywiście było trochę łatwiej dostać pracę jako junior. Drugi najlepszy moment jest teraz.

Pewnie za dziesięć lat też byś powiedział, że dziesięć lat temu było najlepiej, a teraz jest trudniej.

Zgadza się, bo ten czas i tak minie. I tak będziecie sobą za dwa lata. Czy naprawdę za te dwa lata nie będziecie pluć sobie w brodę, że nie zaczęliście dwa lata temu? Pewnie będziecie tego żałować, a ten czas i tak minie, więc idźcie w to. Mówię dwa lata, bo u mnie to tyle trwało. Moim zdaniem takie skuteczne przebranżowienie jest możliwe dużo szybciej, stawiałbym raczej na widełki rok-dwa z tego względu, że ja przez pierwszy rok robiłem to dla zabawy i dopiero drugi rok był bardziej ustrukturyzowany.

Tak czy inaczej miałem tak cel, żeby nauczyć się lepiej od innych; żeby od razu iść na full stacka, pomimo tego, że to nie jest rzecz, którą bym polecał każdemu. Wręcz nawet bym pewnie tego nie polecał, ale po prostu takie było moje założenie z tego względu, że chciałem mieć jak najszybszą progresję zarobku w IT, aby móc utrzymać rodzinę.

 

No dobrze, to już na koniec: jaką książkę polecisz osobie, która chce się skutecznie przebranżowić?

To jest straszne. To jest najgorsze pytanie, jakie kiedykolwiek ktokolwiek mi zadał. Wiesz dlaczego? Dlatego, że jest tak dużo książek, które chciałbym polecić. Wiem, że zadajesz to pytanie każdemu. Naprawdę potrzebowałem się nad tym tematem bardzo mocno zastanowić.

Chcesz powiedzieć, że to było najtrudniejsze pytanie z tych wszystkich?

Tak! Tak, to było najtrudniejsze pytanie, dlatego że te książki tyle wnoszą i tyle można się z nich nauczyć, a tak jak mówiliśmy: układ dopaminergiczny naprawdę mocno się uruchamia, kiedy zdobywasz nową wiedzę i ja to naprawdę lubię.

Ostatecznie zdecydowałem się na książkę, która w oryginale nazywa się The Molecule of More, a polskie wydanie to Mózg chce więcej. Dopamina. Naturalny dopalacz. Przeczytajcie to sobie, ponieważ da to Wam bardzo dużo podstaw do pracy nad swoją motywacją. Najprawdopodobniej w ścieżce przebranżowienia będzie taki jeden moment dla każdego z Was (chyba że odpowiednio wcześnie pójdziecie na mentoring, to wtedy tego momentu nie będzie), kiedy będziecie najprawdopodobniej lekko sfrustrowani: przepracowałem już tyle czasu, a i tak mi się jeszcze nie udało. Wtedy macie ten netto na minus błąd przewidywania nagrody, bo chcielibyście już tę pracę; czujecie, że już naprawdę dużo potraficie; czujecie, że po prostu na to zasługujecie.

Przeczytajcie sobie tę książkę. Pokaże Wam ona mechanizmy, które tym rządzą i uchroni Was przed rezygnacją w takim momencie. Pomoże dokończyć proces, wykrzesać z siebie te ostatnie 20% pracy. Bo jesteście na końcu swojej drogi, tak jak tamta dziewczyna, o której wspomnieliśmy na początku podcastu. Ona naprawdę była bardzo daleko i nie wiem, czy dokończy to, co zaczęła. Mam nadzieję, że tak (ale nie wiem, bo usunęła wszystkie swoje posty). Tak więc przeczytajcie sobie tę książkę: Mózg chce więcej. Dopamina. Naturalny dopalacz. Można sobie kupić nawet w Empiku.

Możesz jeszcze zaproponować dwie, bo wiem, że je sobie zapisałeś. Wspominałeś, że masz koleżankę, która napisała książkę na temat snu. Może warto ją polecić.

Tak, to jest, wydaje mi się, najlepsza książka wydana przez jakąkolwiek Polkę lub Polaka na temat ogólnie zdrowego snu. Moja koleżanka nazywa się Daria Łukowska. Jest bardzo aktywna w mediach, możliwe, że kiedyś się na nią natknęliście. Daria napisała książkę Jak spać, żeby się wyspać?. Spanie jest tak istotne, ponieważ naprawdę każdy system biologiczny w Waszym ciele chce spać. Każda Wasza komórka ma to mocno zakodowane, co jest naprawdę dosyć dużym osiągnięciem natury. Wasze komórki glejowe, neurony, komórki w trzustce, wątrobie, komórki mięśnia sercowego naprawdę robią zupełnie inne rzeczy, a jednak każda z nich ma rytm dobowy. Warto więc o to zadbać, bo w zdrowym ciele zdrowy duch. Książka nazywa się Jak spać, żeby się wyspać?, a autorka to Daria Łukowska.

I ewentualnie, jeżeli chciałeś trójkę, to jeszcze polećmy czymś, co jest bardzo popularne, ale co jest naprawdę megakonkretem, czyli Atomowe nawyki. Atomowe nawyki pokazują istotność tych wszystkich malutkich decyzji, które podejmujecie codziennie i przez to ta książka jest również nieoceniona. Wszystkie te książki powinny być dostępne w audiobooku. Wiem, że książka Darii będzie dostępna, ale nie wiem, czy już jest. Być może, jak już słuchacie tego podcastu, to już jest dostępna w audiobooku.

 

To, Mateuszu, już tak na koniec: gdzie możemy Cię znaleźć w sieci, gdzie słuchacze mogą Cię podpytać, zasięgnąć rady itd.?

Jest mnóstwo osób, które piszą do mnie na Messengerze, czego nie polecam, ponieważ – gdy to nagrywamy w sierpniu 2023 roku – po prostu nie mam czasu poświęcać Wam tyle uwagi, ile bym chciał. Ale na pewno zaproście mnie na LinkedInie, bardzo chętnie poszerzę swoją sieć kontaktów, przyjmę wszelkie zaproszenia. Poza tym reszta mediów społecznościowych jest czysto prywatna.

Na pewno się dogadamy na jakichś grupkach dla początkujących. Jeżeli będziecie mieli jakieś pytanie, to naprawdę je tam zadajcie, ponieważ najprawdopodobniej uzyskacie bardzo wartościową pomoc. Jest mnóstwo osób takich jak ja, które lubią pomagać. Robią to z samej czystej radości pomagania innym.

Tak że zapraszamy. Zapraszajcie Mateusza. Jak będzie miał więcej czasu, to będzie częściej odpowiadał.

Tak jest.

Mateuszu, bardzo Ci dziękuję za dzisiejszą rozmowę i podzielenie się swoim doświadczeniem.

Dzięki za zaproszenie. Było naprawdę ekstra. Miejmy nadzieję, że to komuś pomoże.

Na pewno tak. Dzięki, cześć!

Polecana książka

Mózg chce więcej. Dopamina. Naturalny dopalacz
Daniel Z. Lieberman, Michael E. Long

Słuchaj także na:

Udostępnij ten artykuł:

Polecana książka

Mózg chce więcej. Dopamina. Naturalny dopalacz
Daniel Z. Lieberman, Michael E. Long

Mentoring to efektywna nauka pod okiem doświadczonej osoby, która:

  • przekazuje Ci swoją wiedzę i nadzoruje Twoje postępy w zdobywaniu umiejętności,
  • uczy Cię dobrych praktyk i wyłapuje złe nawyki,
  • wspiera Twój rozwój i zwiększa zaangażowanie w naukę.

Mam coś dla Ciebie!

W każdy piątek rozsyłam motywujący do nauki programowania newsletter!

Dodatkowo od razu otrzymasz ode mnie e-book o wartości 39 zł. To ponad 40 stron konkretów o nauce programowania i pracy w IT.

PS Zazwyczaj wysyłam 1-2 wiadomości na tydzień. Nikomu nie będę udostępniał Twojego adresu e-mail.