Uwaga! Trwają prace nad nową wersją serwisu. Mogą występować przejściowe problemy z jego funkcjonowaniem. Przepraszam za niedogodności!

⛔ Potrzebujesz wsparcia? Oceny CV? A może Code Review? ✅ Dołącz do naszej społeczności na Discordzie!

Zmiana branży na UX/UI – relacja z pola bitwy

Nigdy się nie poddawaj!

Daria Cyrulik, Junior UX/UI Designer, opowiada o swoim przebranżowieniu – o decyzjach, obawach, drodze i trudnościach. Czasem zobaczenie, że inni mierzą się z tym samym, co my, dodaje motywacji. Rozmawiamy o impulsie do zmiany branży, przygotowaniach do procesu nauki oraz o tym, czy taki wysiłek się opłaca. Daria ma też parę wskazówek dla osób przebranżawiających się.

Poruszane tematy

Gość: Daria Cyrulik – kim jest i czym się zajmuje
Czy możesz się przedstawić i powiedzieć, co łączy Cię z branżą IT?

Impuls do zmiany branży
Zanim przejdziemy do wspomnianego w tytule „pola bitwy”, to chciałbym zapytać o impuls, który spowodował, że chcesz się przebranżowić. Co to było?

Czy zaczynamy od zera
Gdy podejmujemy decyzję o zmianie branży, to może nam się wydawać, że zaczynamy od zera. Czy tak rzeczywiście jest? Jak to wygląda z Twojej perspektywy?

Wybór kierunku rozwoju
OK, decyzja podjęta – rzucamy naszą obecną branżę. Skąd mamy wiedzieć, w którym kierunku się rozwijać? Czy Ty wiedziałaś to od razu?

Największe obawy i jak sobie z nimi poradzić
Jakie największe obawy miałaś na tym etapie procesu przebranżowienia? Jak to teraz oceniasz – jak najlepiej sobie z nimi poradzić?

Przygotowanie do procesu przebranżowienia
Przebranżowienie to długi i trudny proces – może się wiązać z nauką po godzinach, czasową rezygnacją z niektórych przyjemności czy inwestycją finansową. Masz jakieś rady, jak się do tego przygotować?

Niespodzianki przy zmianie branży
Co zaskoczyło Cię w procesie przebranżowienia? Czego się nie spodziewałaś, a musiałaś potem z tym się mierzyć? O czym możesz uprzedzić słuchaczy?

Codzienna rutyna i dbanie o zdrowie w czasie intensywnej nauki
Czy możesz opisać swoją dzienną rutynę w trakcie przebranżowienia? Może np. prócz nauki dbałaś jeszcze o zdrowie i wypoczynek? Prosimy o parę tipów.

Co dalej po kursie online
Krótkie kursy online są OK, by wystartować. Ale co dalej, gdy uczymy się coraz trudniejszych rzeczy? Jakie masz obserwacje w tym temacie? Może lepiej iść na studia?

Wnioski: co można zrobić lepiej lub inaczej
Czy z perspektywy czasu zrobiłabyś coś inaczej? Na co Twoim zdaniem poświęciłaś za dużo energii, a nie było to tego warte?

Pierwsza praca w IT – jak ją zdobyć
W porównaniu z ostatnimi latami rynek pracy zwiększył wymagania wobec juniorów z różnych branż. Ma to związek z obecną sytuacją polityczno-gospodarczą oraz większą liczbą przebranżowień. Tobie jednak niedawno udało się dostać pierwszą pracę w nowym zawodzie. Jak tego dokonałaś?

Poszukiwanie pracy za granicą
Dalsze poszukiwania nadal przed Tobą, bo celujesz w Berlin, prawda? Pewnie potrzeba do tego czasu i strategii. Jak to sobie organizujesz, na co kładziesz nacisk?

Praca w Polsce a za granicą
Czy wiesz już, jakie są różnice między pracą w Polsce a za granicą? Czy praca na emigracji jest trudniejsza? Wystaczy język angielski czy trzeba znać język kraju, do którego jedziemy?

Zmiana branży – czy warto
Teraz coś dla osób, które dopiero myślą o zmianie branży. Z naszej rozmowy wynika, że to spore przedsięwzięcie. Może w ogóle nie warto się za to zabierać? Jak Ty czujesz się ze zmianami? Czy było warto?

Polecane książki
Jaką książkę polecisz osobie, która chce skutecznie się przebranżowić?

Daria Cyrulik – kontakt
Gdzie możemy Cię znaleźć w sieci?

Polecana książka

➡ Robin Sharma, Mnich, który sprzedał swoje ferrari

➡ Robin Sharma, Klub 5 rano

➡ Steve Krug, Nie każ mi myśleć

Kontakt do gościa

➡ LinkedIn: www.linkedin.com/in/dcyrulik

➡ Instagram: www.instagram.com/trawena

➡ Behance: www.behance.net/dcyrulik

Transkrypcja

Dziś moim gościem jest Daria Cyrulik. Daria opowie nam o trudach przebranżowienia i o swojej ścieżce do UX/UI designu. Dario, dziękuję, że przyjęłaś moje zaproszenie na rozmowę.

Też bardzo dziękuję.

 

To może zacznijmy od przedstawienia Twojej osoby: powiedz nam, proszę, co łączy Cię z branżą IT.

Mam na imię Daria, mam 25 lat. Z wykształcenia jestem architektem i tak też zaczęła się moja przygoda z projektowaniem. Natomiast po obronie w zeszłym roku zdecydowałam, że to nie jest moja ścieżka zawodowa, nie jest to coś, co sprawia mi w frajdę, co chciałabym robić.

Zaczęłam się rozglądać za alternatywami. Prawdą jest też, że już podczas praktyk – tak naprawdę przed samą obroną – szukałam jakichś innych studiów projektowych, myślałam nad grafiką. Któregoś dnia mój chłopak podpowiedział mi, żebym spróbowała z UX/UI.

UX to user experience, czyli doświadczenie użytkownika, a UI to user interface, czyli to, co widzimy – strona wizualna. UX to strona bardziej psychologiczna, kiedy musimy zobaczyć, czego potrzebuje użytkownik i jak my możemy mu to zapewnić. UI to właśnie ta strona wizualna – to, co nasz użytkownik będzie widział, z czego będzie korzystał.

Zaczęłam szukać jakichś kursów, studiów i trafiłam w ten sposób na studia podyplomowe, które – uważam – okazały się strzałem w dziesiątkę. Od października 2022 roku jestem oficjalnie związana właśnie z UX/UI i to łączy mi z branżą IT.

 

Jeżeli miałabyś nam powiedzieć o takim impulsie, który spowodował, że chcesz się przebranżowić, to co to było? Czy właśnie namówienie przez partnera, o którym wspomniałaś, czy coś innego?

Nie, myślę, że tym takim pierwszym impulsem, taką najważniejszą kwestią, która przekonała mnie do tego, żeby się przebranżowić, był moment, w którym zaczęłam praktyki. Już na studiach czułam, że to nie do końca jest moja ścieżka, nie do końca zgadzam się z tym, czego oni ode mnie wymagają. A gdy poszłam na praktyki, to zaczęłam bardziej żyć tą architekturą – bo to już nie były studia, to już było prawdziwe życie, prawdziwe projekty.

Wtedy zrozumiałam, że OK, coś tu jest nie tak. Siedzę przy tych projektach i nie jestem zadowolona z tego, co robię, męczy mnie to. Czas coś zmienić. To był taki główny impuls.

 

Gdy podejmujemy decyzję o zmianie branży, to może nam się wydawać, że zaczynamy od zera. Czy Twoim zdaniem rzeczywiście tak jest? Jak to wygląda z Twojej perspektywy?

Uważam, że wszystko zależy od tego, jaką ścieżkę wcześniej obraliśmy. W moim przypadku architektura i urbanistyka są powiązane z projektowaniem. Studiując architekturę, miałam dostęp do wszystkich programów: do Photoshopa, Illustratora, do programów CAD-owskich. Na co dzień byłam związana z projektowaniem. Trudno powiedzieć, że moja przygoda zaczęła się od zera, bo bo już coś wiedziałam. Może nie aż tyle, ale miałam już jakieś podstawy do tego, żeby działać w tym kierunku.

W moim przypadku nie było to rozpoczęcie swojej kariery od zera. Natomiast znam osoby, które z różnych kierunków, typu pielęgniarstwo, kosmetologia, próbowały się przebranżowić na UX/UI. No i niestety na pewno ta droga jest znacznie dłuższa, bo trzeba się z tym wszystkim zaznajomić od samiutkiego początku.

A czy Twój wybór poszedł w stronę UX-a dlatego, że już coś wiedziałaś? Czy po prostu tak wyszło, że ten temat Ci się spodobał, a że już miałeś jakieś narzędzia, to było Ci łatwiej? Nie podeszłaś do tego w ten sposób, że już masz jakąś bazę, to łatwiej Ci będzie zacząć w tym kierunku?

Nie, tak jak wcześniej wspomniałam, mój chłopak też namówił mnie do tego, żeby spróbować. On sam pracuje w IT, na co dzień zajmuje się kodowaniem – front endem, back endem. Bardzo lubiłam go tam z boku oglądać – on sobie coś tam wklikiwał, a po drugiej stronie coś wyskakiwało i to było coś fajnego.

To mnie tak bardzo zainteresowało, bo wcześniej myślałam nad grafiką. No ale im bardziej zagłębiałam się w ten temat, im więcej obserwowałam pracy mojego chłopaka, to mówię: kurczę, to jest coś fajnego. Ja kodować je potrafię, ale wiem, że można zrobić coś fajnego przy pomocy programów takich jak na przykład Figma. Myślę, że grafika nie dałaby mi tego, co może dać mi UX/UI.

A co to jest, jeżeli możesz nam powiedzieć?

Wiesz co, grafika to są... Znaczy tak: grafika jest bardzo rozległym tematem, OK? Grafika jest wszędzie: w gazetach, na ścianach, na plakatach, w social mediach, natomiast nie jest... Nie chcę tutaj źle zabrzmieć, nie chcę też nikogo obrazić. Grafika nie jest aż tak namacalna, bo nie można jej poklikać. Grafikę można obserwować, można ją oglądać i można ją podziwiać, ale nie jest jakby zintegrowana z osobą, która jej używa, która z tego korzysta. Dlatego myślę, że UX/UI było dla mnie tą właściwą drogą.

A czy zgodziłabyś się ze stwierdzeniem, że grafika to element nadrzędny UX/UI, że to jest pewna odnoga tej grupy? Czy to jest całkiem co innego?

Grafika jest częścią UX/UI, no bo często korzystamy z różnego rodzaju grafik, zdjęć. Nawet kreowanie jakichś buttonów, tła i tak dalej – to wszystko to grafika, więc jak najbardziej grafika jest, uważam, powiązana z tym tematem.

Tak podpytuję dlatego, że jak tak o tym opowiadałaś, to pomyślałem sobie, że to trochę jak z informatyką, że OK, informatyka jest mocno rozległa, a programowanie to jej część. Tak widzę po ludziach, że nie lubią być określani informatykami, tylko wolą być określani na przykład programistami.

 

No dobrze, to decyzja podjęta: rzucamy naszą obecną branżę. Skąd mamy wiedzieć, w którym kierunku się rozwijać? Czy Ty wiedziałaś to od razu?

No tak, jak mówiłam: nie wiedziałam od razu, musiałam troszeczkę poszperać, poszukać, popróbować. Dla mnie przede wszystkim to jest właśnie ta metoda prób i błędów – któregoś dnia trzeba po prostu usiąść, wziąć kartkę papieru, długopis, rozpisać sobie nasze mocne strony, słabe strony, nasze zainteresowania, a potem po prostu spróbować, na przykład podjąć jakieś próby projektowe.

Jeżeli myślimy nad UX/UI, to trzeba spróbować zrobić jakąś stronę, jakiś prototyp. Po prostu spróbować, znaleźć jakiś pomysł albo nawet gotowy projekt, który jest dla nas ciekawy, zainstalować sobie Figmę. Figma jest darmowym programem, z którego każdy może skorzystać, spróbować i zobaczyć, czy to jest dla niego.

Trzeba też poszerzać wiedzę. Jeżeli nie interesujecie Cię to, o czym czytasz, to jak ma Cię to zainteresować w przyszłości na przykład przy tworzeniu projektów? Tak że super opcją, moim zdaniem, są bezpłatne webinary. Ja z tego korzystałam właśnie przed obroną i po obronie, kiedy szukałam jakiejś odpowiedzi na swoje pytania. Wtedy też właśnie słuchałam wielu takich darmowych webinarów – z czym się wiąże praca IT, praca grafika, przedsiębiorcy. Wiadomo, że każda branża to jest co innego.

No i w końcu, jak już się obroniłam, mówię: nie, koniec z tą architekturą. Znalazłam studia podyplomowe we Wrocławiu i od tego się zaczęło. Tak że to było tym, co mnie pchnęło.

To ja może zwróciłbym jeszcze uwagę na jedną rzecz. Chyba dużo osób o tym zapomina, że spróbować oznacza zacząć coś robić, a nie tylko oglądać webinary. Wydaje mi się, że dużo osób ma tak, że poogląda, zobaczy, że to fajnie wszystkim wychodzi, i mówi: ja też chcę.

Często porównuję to np. do oglądania, jak ktoś robi różne ewolucje na rowerze. Potem okazuje się, że jak mamy sami wsiąść na rower i zrobić to samo, to będzie daleka droga do tego, aby osiągnąć coś takiego jak ta osoba, która pokazuje i ma lata doświadczeń.

Trzeba zacząć robić, żeby zobaczyć, że po pierwsze to ciężka praca, a po drugie – że aby cokolwiek osiągnąć, musimy na to poświęcić pewnie sporo czasu. Jeżeli będziemy chcieli do tego wracać, to to już jest dobry sygnał, że to może być ten kierunek, w którym chcemy iść.

Tak, zgadzam się. Myślę, że warto to głośno powiedzieć. Często osoby, które wybierają brażę IT albo właśnie UX i UI, wybierają to dla pieniędzy. Uważam to za najgorszą motywację, jaka może być. Właśnie na tych bezpłatnych webinarach często jest: słuchaj, bądź programistą, bądź UX/UI i zobaczysz, że będziesz zarabiał 100 tysięcy rocznie. I ludzie wtedy lecą. Moim zdaniem, to jest straszna głupota, bo trzeba mieć fach, trzeba mieć jakieś doświadczenie, trzeba działać w tym kierunku, żeby to doświadczenie złapać, żeby być dobrym na tyle, żeby te pieniądze faktycznie zarabiać. Nie oszukujmy się: ani architekt, ani osoba, która pracuje w IT, nie dostanie pieniędzy za darmo, za to po prostu, że ma jakiś papierek.

Zdecydowanie tak. Dodałbym, że pieniądze to może być taki pierwszy krok do tego, żeby się zainteresować IT. Ale jeżeli robimy to tylko dlatego, że chcemy tych pieniędzy, to może być ciężko. Jeżeli jednak potem zobaczymy, że sprawia nam to przyjemność, to już jest OK.

Ważne, żeby to była tylko taka początkowa zachęta, a nie cały czas uczenie się tego tylko dlatego, że są te pieniądze. To może być mocno zdradliwe. Po prostu pewnie za rok czy za dwa zrezygnujemy, bo już nie będziemy w stanie nadążyć z nauką, bo niestety tak to jest, że trzeba się ciągle rozwijać, żeby móc dotrzeć do tych pieniędzy, o których wspominałaś.

Zapytałbym Ciebie jeszcze o te studia podyplomowe. Wspomniałeś, że zaczęłaś od nich. Powiedz nam, dlaczego i czy faktycznie to było to, czego od nich oczekiwałaś.

Studia podyplomowe dały mi taki zaczątek tego, że tego projektowania nauczyłam się jakby od nowa. Nauczyłam się programu typu Figma (bo Figma na architekturze nie była potrzebna). Ale czy one mi dały to, czego bym oczekiwała? Też nie do końca, bo często były takie tematy, które totalnie nie są nikomu do niczego potrzebne.

Lecz tak: może były praktyczne, bo większość to ćwiczenia. To nie były jakieś suche wykłady, natomiast oczekiwałabym jeszcze więcej od takich studiów. Uważam, że gdybym tylko skupiała się na studiach, gdyby nie moja praca po godzinach – taka dla siebie, gdzie mam już zrobiony projekt, zadania domowe, ale jeszcze siedzę i tam dziubię, jeszcze próbuję – to myślę, że nie byłoby takich efektów, jakie są.

A te studia podyplomowe ile trwały? To było weekendowo? Ile czasu trzeba na coś takiego poświęcić?

Każda uczelnia ma tam swoje zasady, więc ciężko mi powiedzieć. Mój znajomy studia podyplomowe ma bodajże przez półtora roku. Moje trwały rok, były we Wrocławiu i to było około 164 godzin, jak dobrze pamiętam. I tak, lekcje odbywały się w weekendy, mniej więcej dwa razy w miesiącu. To też zależy, bo jak było na przykład święto, to był taki miesiąc, gdzie mieliśmy tylko jeden weekend zjazdu.

Warto też wspomnieć, że moje studia podyplomowe były w stu procentach zdalnie. Mnie też na tym zależało, bo ja dużo podróżuję, więc fajne było to, że mogłam się faktycznie kształcić z każdego miejsca na ziemi, to było super.

 

To przejdźmy sobie dalej – do procesu przebranżowienia. Jakie największe obawy miałeś na tym etapie? Jak to teraz oceniasz? Jak sobie z nimi najlepiej poradzić?

Moje takie podstawowe pytanie, które zawsze sobie zadawałam, to: czy to jest dla mnie, czy ja na pewno podołam, czy to jest ryzyko? Byłam już tym architektem i teraz tak: rzucam swoją branżę, rzucam to, co już mam, i próbuję czegoś od nowa. Czy to jest faktycznie tego warte, czy ta inwestycja się zwróci, czyli czy dostanę pracę? Moim zdaniem to jest tego warte. Jeżeli wiesz, że nie jesteś szczęśliwy i to, co robisz w tym momencie, nie daje Ci szczęścia, nie daje Ci satysfakcji i musisz się zmuszać do tego, żeby wstać do pracy, żeby robić swoje, to to jest moim zdaniem dzwonek, że OK, coś trzeba z tym życiem zrobić, coś trzeba zmienić.

Druga taka obawa, jaką miałam, to sprzęt, bo sprzęt w tych kierunkach projektowych jest jednak bardzo ważny. Czy portfolio będzie dobre? Często też zdarzało się tak, że mój komputer już nie wyrabiał z ilością pracy, było więc niekiedy tak, że ktoś coś ode mnie chciał na przykład na już (jakaś tam umówiona rozmowa), a tutaj mój komputer szwankuje. Trzeba się, myślę, dobrze do tego przygotować, trzeba ogarnąć fajny sprzęt i próbować.

Jeśli mówisz o sprzęcie, to jeszcze może dopytam: czy chodzi np. o dobrej jakości monitor, czy bardziej o moc obliczeniową. Bo wspomniałaś o Figmie, a Figma raczej nie jest jakoś super wymagająca. Co tak bardzo obciążało Twój komputer? A może ten komputer miał już ileś tam lat i nie dawał rady?

Jaką podpowiedź dałabyś osobom, które są zainteresowane Twoją działką?

Zawsze korzystam z laptopa, bo laptop jest mobilnym urządzeniem, więc można go wszędzie ze sobą zabrać. To jest super, jak chce się komuś coś pokazać – klientowi, szefowi. Można go wszędzie ze sobą przetransportować. Mój komputer ma trzy lata. Figma, tak jak mówisz, może nie zjada aż tyle, ale jak już chcesz osiągnąć fajny efekt, np. przejścia, to da się to zrobić, ale Figma jest trochę ograniczona, więc tutaj wchodzą programy Adobe: Illustrator, Photoshop, After Effects. Te programy zaczynają zżerać komputer.

Tak że jeżeli ktoś myśli nad studiami projektowymi, nad pracą bardzo kreatywną, bardzo wymagającą pod kątem sprzętu, to powiedziałabym, że trzeba bardzo zwrócić uwagę na RAM. Ja nie zwróciłam, żałuję, będę musiała wymienić sprzęt. Jeszcze na kartę graficzną, karta graficzna jest też bardzo ważna. I mocny procesor, żeby to jakoś uciągnęło.

A jeśli chodzi o monitor? Jakie znaczenie ma np. jakość matrycy albo odpowiednie odwzorowanie kolorów? Czy na początku jest to istotne, czy nie musimy się tym tak bardzo przyjmować?

Myślę, że na początku nie jest to aż tak istotne. Jeśli masz laptopa, to na pewno fajnie jest się zaopatrzyć w dodatkowy ekran. Jeżeli pracujesz na komputerze, to fajnie się zaopatrzyć w jakiś duży ekran albo dwa, jak masz taką możliwość, albo naprawdę jakiś fajny, duży, rozległy ekran, to będzie super.

A potem, wiadomo, im człowiek staje się bardziej profesjonalistą, im bardziej jest zaawansowany w swoich skillach, to chce więcej, lepiej. Więc myślę, że z każdym kolejnym projektem będziemy dążyć do tego, żeby faktycznie mieć coś mocniejszego, coś lepszego.

To ja może jeszcze z mojej działki dodam, że nieraz widziałem i słyszałem takie historie, że programiści dostali projekt graficzny i go zaimplementowali, lecz potem okazywało się, że wielu rzeczy, które grafik podrzucił, nie ma. Programiści mieli tak źle odwzorowane kolory albo tak słabe monitory, że na przykład nie było widać takich małych rzeczy jak cienie, które robiły robotę. Zwróćcie więc na to uwagę – takie rzeczy mogą mieć znaczenie, a wiele osób raczej nie jest świadomych tego, że tak to może działać.

Zgadzam się. Jeżeli chodzi o sprzęt, to wydaje mi się, że jak pracujemy dla dobrej firmy, to ta dobra firma zapewni nam sprzęt. Jeżeli pracujemy na freelansie, no to wiadomo, to już to jest po naszej stronie, natomiast jeżeli ktoś dopiero zaczyna swoją ścieżkę czy po prostu studiuje, robi jakieś kursy, to myślę, że taki nie za mocny sprzęt jest OK. A potem, jak już faktycznie się rozwijamy, trzeba się zaopatrzyć w coś lepszego albo znaleźć jakąś fajną firmę, która zaoferuje nam dobre narzędzia do pracy.

Tak jest, jeszcze też w drugą stronę: powinniśmy się zaznajomić z tym, czy w danej dziedzinie potrzeba tak mocnego sprzętu, bo może się okazać, że niepotrzebnie zainwestowaliśmy. Warto na przykład zapytać osoby, która ostatnio znalazła pracę albo była w trakcie nauki, albo mentora, by podpowiedzieli, czy faktycznie ten sprzęt jest tak bardzo istotny. Nie warto od razu rzucać się na głęboką wodę, bo może nie ma takiej potrzeby, a jak znajdziemy tę pierwszą pracę, to faktycznie bardzo możliwe, że dostaniemy sprzęt, więc nie ma co na początku inwestować.

Czy chcesz jeszcze coś dodać odnośnie do tych obaw, o których rozmawialiśmy? Trochę rozgadaliśmy się na temat sprzętu.

Chciałabym jeszcze dodać, że miałam takie poczucie, że kogoś zawiodę. Gdy podejmowałam decyzję o studiowaniu architektury, to wszyscy byli ze mnie bardzo dumni. Jak ktoś słyszy, że jesteś architektem albo że studiujesz architekturę, zawsze jest wow, bo matematyka, inżynieria, takie kreatywne studia.

Uważam, że UX/UI tak naprawdę dopiero wchodzi do Polski, jeszcze nie jest aż tak popularny. Bałam się, że ludzie tego nie zrozumieją, że np. zawiodę moich rodziców, którzy byli bardzo dumni, że ich córka jest architektem. Często tak jest, że nie każdy potrafi się cieszyć szczęściem innych. Jest tak: o, ona musiała zmienić ścieżkę kariery, bo sobie nie radzi. Ludzie traktują to jako porażkę. Za bardzo skupiłam się na opinii innych, a nie na tym, co ja czuję. To było najgorsze – to poczucie niespełnienia czyichś oczekiwań. To mnie przerażało. Jeżeli ktoś tego słucha, to nigdy się nie martwcie innymi, róbcie swoje, bo tak jest najlepiej.

Tak jest. Dodałbym do tego jeszcze parę historii z mojej działki mentora. Mam osoby czy miałem osoby, które są lekarzami, prawnikami albo pilotami i też chcą się przebranżowić. Wszyscy mówią o tych zawodach, że są wow, ale nie o to chodzi, jaki jest zawód, tylko o to, czy Tobie się podoba, czy nie. Jeżeli Ci się nie podoba, to po prostu to zmieniasz – idziesz w swoją stronę i nie patrzysz wstecz. Dlaczego masz się całe życie męczyć, skoro masz możliwość zmiany?

Tak, męczyć dla kogoś, nie?

Tak, tak.

 

OK, to mam do Ciebie kolejne pytanie. Przebranżowienie, to długi i trudny proces. Możesz potwierdzić albo nie?

Tak, tak.

Może się wiązać z nauką po godzinach, czasową rezygnacją z niektórych przyjemności czy inwestycją finansową. Masz jakieś rady, jak się do tego przygotować?

No to tak: nie od razu Rzym zbudowano. Od tego bym zaczęła. Walczymy do końca i się nie poddajemy. Tutaj na chwilkę wrócę do tematu pieniążków. Znam wiele osób, które podjęły studia czy zaczęły jakieś kursy, bo obiecano im te sto tysięcy rocznie. I teraz nie mają fachu w ręku, nie mają doświadczenia, nie mają jeszcze nawet projektów, które mogą pokazać. Wtedy pojawiają się pretensje do świata: Boże, skończyłam studia i nie mam pracy, jak to jest możliwe? A żeby dostać tę pracę, to trzeba próbować – nie łamać się, nie poddawać się, tylko działać tak długo, aż faktycznie dopniemy swego. Od tego bym zaczęła.

Później inwestycja w wiedzę, samorozwój, czyli kursy, szkolenia, webinary, książki no i mocny sprzęt, o którym przed chwilką tak rozlegle rozmawialiśmy.

Czyli podsumowując: warto mieć poduszkę finansową, żeby móc przeznaczyć ją na te wszystkie rzeczy. Nie wiem, czy chcesz i czy możesz, czy masz taką wiedzę, ale jak myślisz, ile by trzeba było mieć na koncie, żeby móc przejść Twoją ścieżkę?

Hmm, myślę, że tak z trzydzieści tysięcy. To trochę źle brzmi, ale to nie jest tak, że się wykłada te pieniądze na jeden raz, ale trzeba zainwestować studia. Studia podyplomowe nie są darmowe, a takich studiów dziennych niestety nie mamy w Polsce, jeżeli chodzi o UI/UX. Kursy to już są pieniądze; studia podyplomowe to już są kolejne pieniądze; sprzęt – no niestety ciężko jest dostać, moim zdaniem, laptopa czy komputer za pięć tysięcy, który „uciągnie” to wszystko. Dodatkowo drobniejsze wydatki typu książki – to też jest dobra inwestycja. Jeżeli są jakieś konferencje, to warto na nie jeździć. Czasami te konferencje są płatne, więc to kolejne pieniążki.

I też trzeba się utrzymać.

I też trzeba się utrzymać w tym wszystkim. Tak że jak już podejmiemy taką decyzję, warto sobie zacząć budować poduszkę finansową.

Muszę przyznać, że jestem zaskoczony. Myślałam, że powiesz około dziesięć, a nie trzydzieści tysięcy.

No dobra, może przegięłam z tymi trzydziestoma, ale z dwadzieścia, myślę, byłoby OK, tym bardziej, że teraz wszystko jest drogie. Ja wybrałam jedne z tańszych studiów podyplomowych. Moje studia kosztowały ponad pięć tysięcy albo sześć, ale jak sprawdzam oferty innych uczelni, biorą one na przykład dwanaście tysięcy i więcej. No to mamy już dwanaście tysięcy wydane, a gdzie kursy? Przez to, że IT stało się teraz tak popularne, to kurs, który kiedyś kosztował dwa tysiące, teraz kosztuje prawie dwa razy tyle.

Myślę, że w tej kwocie za studia można byłoby znaleźć osobę, która jest z branży, która by Cię przeprowadziła przez ten proces. Niekonieczne muszą to być studia. Czy zastanawiałaś się nad taką opcją, a może nie brałaś jej pod uwagę lub nie byłaś jej świadoma?

Rozmawiałam z kilkoma osobami, niektóre osoby się same do mnie zgłaszały – że mają doświadczenie, że mogą mi pomóc. Jestem jednak zdania i powiedziałabym z doświadczenia, że jednak ten dokument jest oczekiwany przez naszych przyszłych pracodawców. Może nie przez każdego, bo ludzie czasami wolą kogoś z fajnym skillem, z fajnym podejściem do projektowania. Start-upy mają trochę, rzekłabym, lżejsze podejście, ale miałam na myśli głównie te większe firmy, takie, które mają naprawdę super opinie, są wiodącymi w branży.

Myślałem o korporacjach. Czy potwierdza, że to mocno zależy od wielkości firmy?

Chyba tak. Zwróciłam uwagę, że na przykład Spotify, Tesla, TikTok mają zupełnie inne wymagania niż mniejsze firmy, te jeszcze nie tak znane na rynku.

OK, dorzuciłabyś jeszcze coś do tej listy, jak się przygotować do przebranżowienia?

Tak, żeby nigdy nie zapominać o sobie i o równowadze. Wiadomo: nie od razu Rzym zbudowano, tak jak mówiłam – to jest długa droga, długi proces i on od początku nie będzie się udawał, nigdy nie będzie taki na tysiąc procent. Zawsze będą jakieś błędy, bo dzięki temu się uczymy.

Niestety wielu z nas ma tendencję do tego, że się poddaje. Im więcej błędów popełnia, tym więcej sobie myśli: kurczę, no nie nadaję się, to nie jest dla mnie. Powiedziałabym więc, że ważna jest właśnie ta równowaga – żeby nigdy o sobie nie zapominać, żeby chociaż próbować w siebie wierzyć i żeby nie zamroczyć się tym całym procesem, tylko robić swoje, ale tak, by mieć też czas na siebie, dla znajomych, dla rodziny. Czas na odpoczynek przede wszystkim, bo to się potem źle kończy.

Ja tak miałam, że jak już wsiąkłam w to i zaczęłam szukać pracy i robiłam projekty, to potrafiłam cały dzień siedzieć w domu i tylko robić swoje. Potem odbija się to bardzo negatywnie na zdrowiu, tak że należy pamiętać o sobie.

Zdecydowanie tak. Odnośnie do tej wiary, to pomyślałem sobie, że czasami łatwiej jest zrobić to w ten sposób, żeby dać sobie czas, na przykład pół roku czy rok, by przerobić to, co mamy przerobić, i wtedy dopiero podjąć decyzję. Wówczas nie mamy takiego ciśnienia, co powoduje, że jest nam troszkę łatwiej, że nawet jak przychodzą te problemy, no to nie ma: o Boże, ja to już zdecydowałem, a tu takie problemy. Co się z tym stanie? A jeżeli jeszcze tej decyzji nie podejmiemy, tylko będziemy w trakcie, to będzie nam łatwiej przeskoczyć te problemy. Przynajmniej tak to widzę z podejścia moich podopiecznych – że to faktycznie fajnie działa.

Myślę, że to jest dobra opcja, jak najbardziej z tym zgadzam. Trzeba jakby ten proces przejść… przetrwać.

Tak jest, tak jest. Przetrwać zabrzmiało tak bardzo ciężko.

Tak, no to może inaczej: po prostu próbować i się nie poddawać, i wierzyć, że damy radę.

A jeżeli pamiętasz i możesz nam powiedzieć, to ile u Ciebie trwało przebranżowienie od czasu rozpoczęcia działań do etapu znalezienia pierwszej pracy?

Studia zaczęłam w październiku 2022 roku, a w lutym 2023 podpisywałam już umowę – to jest pięć miesięcy.

To może bym dodał, że można zrobić to w pięć miesięcy, ale też trzeba pamiętać o tym, że Ty miałaś doświadczenie ze studiów architektonicznych, które Ci pomogło przyśpieszyć ten proces, prawda?

Tak, tak, zdecydowanie. Mam nadzieję, że moi koledzy ze studiów się nie pogniewają, ale wielu z nich po prostu nie ma żadnego doświadczenia. Było takie pytanie: ale co zrobiłaś? No… to jest po prostu praca. Jeśli ktoś, nie wiem, przerobił cztery tygodnie zajęć i trzy razy popracował w Figmie, to oczywiście nie ma takich rezultatów, niż jak by codziennie pracował i zaczął budować jakieś aplikacje, strony internetowe, swoje portfolio. Nie ma więc złotego środka, po prostu trzeba pracować.

 

A co zaskoczyło Cię w procesie przebranżowienia? Czego się nie spodziewałaś, a musiałaś potem z tym się mierzyć? O czym możesz uprzedzić słuchaczy?

Takim największym zaskoczeniem było takie oczekiwanie i taki moment, czy ja jestem już wystarczająco dobra. Czy potencjalny pracodawca już może być mną zainteresowany, czy faktycznie spełniam wymagania, żeby być lepszą od innych kandydatów? Co mogę zrobić lepiej?

Niestety problem jest teraz taki, że jak już w końcu się przemogłam i zaczęłam wysyłać CV, to podczas szukania pracy dostawałam wiadomości: słuchaj, no niestety nie pójdziemy dalej z Twoim CV, nic z Tobą nie jest źle, po prostu to z nami jest coś nie OK. I wtedy jest takie: Ale czego mi brakuje? Co mogę zrobić lepiej, żebyście mnie zauważyli, żebym była wystarczająco dobra – tak, by wpasować się w potrzeby waszej firmy?

A myślisz, że gdzieś na etapie uczenia się jesteśmy w stanie odpowiedzieć sobie na takie pytanie – czy jesteśmy wystarczająco dobrzy – czy bez informacji z zewnątrz raczej ciężko w coś takiego uwierzyć?

I tak i nie. Bardzo fajną stroną jest na przykład Behance, gdzie faktycznie możemy zobaczyć portfolio i projekty innych osób i zacząć je porównywać. Czy jesteśmy już coraz bliżej, czy coraz dalej? Trzeba też pamiętać, że nam samym ciężko jest być krytycznym. Tak jest często przy tych ankietach, gdzie wrzucasz dwie opcje projektu i stwierdzisz: Kurczę, ta opcja to jest to, to jest to, czego ja chcę. To się wszystkim spodoba. Potem się okazuje, że ludzie w komentarzach piszą Ci, że ta opcja B to jest coś, że ona odpowiada ich potrzebom. Wydaje mi się więc, że bez tej informacji z zewnątrz jest naprawdę ciężko jednoznacznie stwierdzić, na ile już sobie radzimy z tematem, na ile jesteśmy dobrzy. Trudno zrozumieć, czego naszym projektom brakuje: co jest OK, a nad czym trzeba jeszcze popracować.

A jak myślisz, z czego wynika brak feedbacku? W zasadzie zawsze słyszę o tym, że ludzie rozsyłają dziesiątki, jak nie setki CV i nikt im nie odpowiada. Jak sobie z tym poradzić i jak oceniasz, dlaczego tak jest?

Myślę, że to działa w obie strony. Jak już wysyłamy to setne CV, to nam już się też nie chce. Często jest tak, że listy motywacyjne przestają być listami motywacyjnymi, a zaczynają być wiadomością kopiuj-wklej, bo jeżeli to sto firm miało mnie w nosie, to po co mam się starać, skoro i tak nikt na to nie odpowiada.

Ze strony firm mam wrażenie, że jest to samo – gdy mają dwustu kandydatów i dwustu z nich znowu wysyła to samo, to wydaje mi się, że im się już też po prostu nie chce. Nie oszukujmy się, często jest tak, że zaczynamy fajnie, mamy jakiś swój list motywacyjny, a potem już lecimy kopiuj-wklej. Tylko, szczerze, nie wiem, kogo za to winić: nas czy firmy. Kto zaczął? Kto ma tutaj większą winę, jeżeli mogę tak powiedzieć?

A jak sobie z tym radzić? Myślę, że nie ograniczać się do firm, tylko też pokazywać swoje projekty różnym osobom. LinkedIn jest fajną opcją, bo na tam dużo łatwiej jest dostać feedback niż na Behance – tak mi się wydaje. Albo na Instagramie – Instagram też jest bardzo fajną opcją, żeby podpytać ludzi, co sądzą, żeby zobaczyć inny punkt widzenia całej sprawy.

OK, coś jeszcze dodasz do nasze listy?

Tak, wiele osób, które mnie znają, zawsze mi kibicuje, są po mojej stronie, ale często słyszałam: słuchaj, jesteś ambitna, zobaczysz, raz-dwa znajdziesz pracę, bo te języki, bo te projekty… W ten sposób często ludzie mnie zachęcali, więc miałam już takie podejście: kurczę, no dobra, tak miesiąc/dwa i ta praca będzie, nie? Ale rzeczywistość okazała się inna, bo takich osób jak ja jest pełno, a tych lepszych ode mnie jest jeszcze więcej. Sama ambicja więc nie wystarczy. Nie spodziewałam się, że proces znalezienia pracy, bycia wystarczająco dobrym będzie aż tak mozolny. Już myślisz: jest OK, kurczę, może to jest ta szansa, dostanę pracę i się okazuje, że jednak nie.

A odnośnie do tych osób, które Ci pomagają, to myślę, że warto informować ludzi wokół o tym, że się przebranżawiasz, że szukasz pracy – powiedzieć o tym publicznie, żeby była to dodatkowa motywacja. Ale może wręcz odwrotnie – jest to stresujące, bo wszystkim powiedziałaś, a tu nie wychodzi. Trochę głupio.

Zależy, czy są to osoby, którym możemy ufać, czy nie. Jeżeli jest to osoba, której możemy ufać, która jest z nami bez względu na wszystko, to jest w porządku. Wiesz, że ta osoba nie wbije Ci noża w plecy. Raczej jednak ograniczyłabym się do takich najbliższych osób – do osób, którym ufamy, które są za nami, które nas wspierają i są dla nas. Znajomym, takim „ludziom z ulicy” bym tego raczej nie powiedziała, bo tak jak już na początku wspomniałam, trudno jest ludziom cieszyć się z Waszego szczęścia. Łatwiej jest powiedzieć: O, nie poradziła sobie. Zepsuło się, ooo, tam coś nie gra. A nie: kurczę, no fajnie, próbuję działa. Niestety.

Jak tak o tym powiedziałaś, to od razu – nie wiem dlaczego – miałam wizję tych wszystkich grup na Facebooku.

Taaak.

Gdzie od razu jest sto pięćdziesiąt mało pozytywnych komentarzy.

Ja od razu się tutaj wtrącę à propos właśnie Facebooka. Ktoś mi kiedyś polecił: słuchaj, jak szukasz pracy, to zagadaj na Facebooku – powiedz, że szukasz. Dodałam więc ogłoszenie: Słuchajcie, szukam pracy jako junior, ale jestem także otwarta na staż. I wrzuciłam swoją ilustrację, którą zrobiłam jakiś czas temu.

Jezu, jaki hejt się na mnie wylał w tych komentarzach! Co Ty tutaj w ogóle piszesz, dziewczyno? Czemu Ty wstawisz ilustrację, skoro szukasz pracy jako UI/UX? No OK, to mógł być dobry komentarz, który by mnie skierował może do innego podejścia, ale komentowało najwięcej osób na przykład po malarstwie, jakieś panie nauczycielki – osoby kompletnie niezwiązane z tematem.

Zamiast powiedzieć: kurczę, wiesz, dziewczyno, może byś zmieniła tę ilustrację na jakiś Twój projekt albo zobacz tam, zobacz tu. Nie, po prostu ludzie komentowali, hejtowali, że się nie nadaję, masz tam trzy projekty, z czym do ludu w ogóle? To jest takie straszne, nie?

To od razu zapytam, jak sobie z tym poradziłaś.

Najpierw miałam takiego nerwa, taki żal: Ja wam niczego nie zrobiłam, dlaczego wy jesteście na mnie tacy niemili? Dlaczego wy tak na mnie naskakujecie? Ja tylko chcę się rozwijać, chcę tylko znaleźć pracę albo staż. Ja nikomu nie powiedziałam, że chcę od razu pracę, byłam też otwarta na staż, na praktykę, żeby gdzieś tego doświadczenia nałapać.

Musiałam to sobie przetrawić przez cały wieczór i na drugi dzień wstałam i stwierdziłam: Wy sobie gadajcie, ja robię swoje. Kiedyś zobaczymy, gdzie ja będę, a gdzie wy będziecie. I to może trochę nieskromnie brzmi, ale często tak jest, że ci, którzy najwięcej się udzielają, mają najwięcej do powiedzenia, wcale tak najlepiej na tym w życiu nie wychodzą.

No niestety, trzeba uważać na grupy i te komentarze, bo może nas to niepotrzebnie zdemotywować, a niewiele może to przynieść korzyści.

Tak.

 

To teraz kolejny temat; czy możesz opisać nam swoją dzienną rutynę w trakcie przebranżawiania? Może na przykład prócz nauki dbałaś jeszcze o zdrowie i wypoczynek? Prosimy o parę tipów.

Jeżeli chodzi o naukę, to ja się w tym wszystkim zgubiłam i totalnie zapomniałam o sobie. Potrafiłam całymi dniami siedzieć, szukać informacji, czytać książki, szukać webinarów, jakichś kursów. I to miało bardzo negatywny wpływ na mnie i na moich bliskich, na moje życie ogółem, bo czułam się źle sama ze sobą. Im więcej szukałam i sprawdzałam to, tym więcej myślałam: kurczę, przecież ja nie jestem na tym poziomie. Gdzie ja będę startować na tego UX/UI, jeżeli są ludzie dużo, dużo lepsi ode mnie.

Ale któregoś dnia jakby coś się zmieniło. Mówię: No, Daria, tak nie może być, bo zawsze będzie ktoś lepszy od Ciebie. Nieważne, jaką drogę w życiu obierzesz, zawsze będzie ktoś lepszy od Ciebie. Stwierdziłam, że OK, teraz jest czas, żeby coś z tym zrobić, bo to były już takie stany depresyjne, z których później coraz ciężej byłoby się człowiekowi wygrzebać.

Muszę też powiedzieć, że ja wtedy bardzo źle jadłam, w ogóle nie wychodziłam z domu. Jak rano wstawałam, to cały czas siedziałam przy biurku, przy komputerze. Nie liczyło się nic innego. Stwierdziłam, że pójdę na siłownię. Może takim sportowym freakiem nie jestem, natomiast fajne są na przykład zajęcia z fitnessu. Gdy mi się nie chciało wstać z łóżka albo nie miałam siły czegoś zrobić, to mówiłam: Kurczę, ale przecież na siedemnastą jest fitness, nie? O siedemnastej te babeczki, ci panowie już walczą, robią coś ze swoim życiem, a ja będę leżeć i się obijać. No nie ma takiej opcji. I to mnie właśnie zmotywowało, żeby zacząć chodzić. A jak masz już ten rytm (bo zajęcia były też rano i po południu), to chcesz zdrowiej jeść.

Jak już coś robisz ze swoim życiem, ze swoim ciałem, to chcesz zdrowiej jeść. Jak jest ten wysiłek fizyczny, to chcesz lepiej, więcej spać. Jesteś bardziej świadomy swojego ciała. Bardzo pomogło mi właśnie to, że zaczęłam wprowadzać takie małe kroczki, żeby nie zapominać o sobie.

Czytałam książki już nie tylko typowo o samorozwoju czy związane z branżą albo projektowaniem, tylko książki, które lubię: romanse Colleen Hoover albo jakieś kryminały – coś takiego, przy czym mogę faktycznie się wyluzować, zrobić to, co lubię.

Takim głównym podsumowaniem jest to, że my jesteśmy w tym wszystkim najważniejsi. Jeżeli my sami nie będziemy dobrzy ze sobą, to życie też nie będzie dobre z nami. To działa na zasadzie transakcji: ja daję swojemu organizmowi coś dobrego i on w zamian mi daje siłę, żeby pracować nad sobą. To jest, myślę, takie najważniejsze.

A czy te wszystkie rzeczy, o których wspominałaś, pozwoliły Ci się bardziej skupić na nauce? Na przykład robić w ciągu dwóch-trzech godzin więcej, niż wcześniej robiłaś w ciągu sześciu? Patrzę z tej perspektywy, że jeżeli Ty zrobiłaś wiele innych rzeczy wkoło, to dzięki temu byłaś bardziej skupiona i bardziej wypoczęta. Ta efektywność pracy była większa – mimo że mniej czasu poświęcałaś, to tak naprawdę więcej robiłaś, byłaś w stanie więcej zapamiętywać.

Tak, uważam, że efektywność, wydajność, komfort pracy to jest zupełnie co innego. Jak studiowałam architekturę, to często mówiono nam, żeby iść na spacer, pobyć z naturą, zobaczyć budynki, które są dookoła, co nas otacza, spróbować się zainspirować.

Przez to, że zaczęłam wychodzić z domu, zaczęłam żyć troszeczkę inaczej, zaczęłam czytać książki. Ta wyobraźnia znowu się pobudziła, wróciła taka pozytywna energia i dużo małych rzeczy, na które człowiek nawet nie zwraca uwagi, ale jak masz moment, kiedy możesz sobie na nie pozwolić, to to inspiruje do dalszych działań. Na przykład gdzieś usłyszałeś jakiś dźwięk i nagle jest takie OK, mogę z tego zrobić budzik albo zobaczysz jakiegoś ptaszka i już wchodzi pomysł na aplikację.

Uważam, że za bardzo się zafiksowałam. Myślałam, że robię wszystko, a się strasznie stopowałam. Jak troszkę odpuściłam, to ruszyłam.

Czy z tej perspektywy jesteś w stanie powiedzieć o takim idealnym dniu nauki dla przebranżowienia? Z Twojego doświadczenia – jak taki dzień mógłby wyglądać?

Wczesne wstawanie – wstajemy piąta-szósta, jakaś kawa, herbata… Chociaż mówią, że kawy nie warto pić rano. To może najlepiej woda z cytryną. Jak mamy pieska (ja już niestety pieska nie mam), to zawsze spacer z samego rana, takie orzeźwienie, złapanie fajnej, pozytywnej energii i przede wszystkim rozbudzenie się nie kawą, tylko właśnie tum świeżym powietrzem. Albo siłownia, coś takiego. Jedzonko albo przed, albo po – to już w zależności, kto co lubi.

Wracamy, mamy nową energię, pracujemy na przykład przez trzy-cztery godzinki zależnie od tego, co mamy w planach. Fajnie dzień wcześniej zrobić sobie plan: co tam od tego życia chcemy, co potrzebujemy na następny dzień. Fajną techniką jest technika Pomodoro – ustawiamy sobie czas pracy i przerwy na odpoczynek. To było dla mnie mega pomocne.

Potem przerwa na przykład na jedzenie, na spotkanie ze znajomymi, z rodzicami (cokolwiek) i znowu wracamy. Jeżeli nie skończyliśmy tego, co jest najważniejsze, to jeszcze dorabiamy dwie-trzy-cztery godzinki w zależności od tego, ile potrzebujemy. A potem już pamiętamy o sobie – książka, jakieś zajęcia dodatkowe, nauka języka, jeżeli to lubimy, nawet obejrzenie Netflixa, jeżeli ktoś lubi. Potem sen – bardzo ważny.

Tak jest. Ponoć udowodnili to „amerykańscy naukowcy”, że tak powiem (śmieje się trochę), że podczas snu zapamiętujemy, uczymy się najwięcej, więc to jest istotne. Brak snu powoduje, że ta efektywność pracy bardzo maleje, więc jednak warto zadbać o sen.

Tak, tak, zdecydowanie się zgadzam. Zauważyłam też, że jak siedziałam tyle godzin bez ruchu, to mi się już wszystko mieszało: czy ja coś zrobiłam, czy nie. Albo popełniałam takie dziecinne błędy, których normalnie, gdy ten organizm jest wypoczęty i bardziej skupiony, bym nie popełniła.

Zauważyłem, że warto mieć nauszne słuchawki po to, by oddzielić się od zewnętrznych dźwięków. To pomaga nam się jeszcze bardziej skupić. Można puścić sobie delikatnie muzykę. Zawsze myślałem, że to mnie dekoncentruje, ale wcale tak nie jest. Jeżeli ta muzyka jest odpowiednia, cicha, taka do skupienia się, to naprawdę bardzo fajnie pomaga.

Tak, zgadzam się z tym jak najbardziej.

 

To kolejne pytanie: krótkie kursy online są OK, żeby wystartować, ale co dalej, gdy uczymy się coraz trudniejszych rzeczy? Jakie masz obserwacje w tym temacie? Może lepiej iść na studia, na których Ty byłaś?

Studia są w porządku po to, żeby mieć dokumenty, jakieś zaświadczenie, że daną wiedzę mamy. Natomiast kursy są zdecydowanie lepsze, są bardziej efektywne. Trzeba jednak zrobić dobry research, bo przez to, że branża IT stała się tak popularna, że mamy osoby chętne do pracy w IT, to często możemy trafić na osoby, które chcą to wykorzystać, które nie mają dobrej wiedzy, nie mają dobrego kursu, tylko chcą po prostu zarobić.

Trzeba więc zrobić dobry research, załapać się na fajny kurs i wtedy będzie dobrze. Tak że moim zdaniem kurs jak najbardziej jest tutaj wskazany, ale dobry – taki, z którego można się dużo nauczyć.

A chciałabyś jakiś polecić?

Oj, tu muszę polecić. Przez przypadek trafiłam na kurs Digital Designer od Design Practice prowadzony przez Tomka Biskupa. Uważam, że Tomek Biskup to guru, jeżeli chodzi o projektowanie. Ma niesamowitą, niebywałą wiedzę. Kurs chyba trwał od lutego do maja, był online w formie wideo. Z niego najwięcej się nauczyłam. Super było to, że jeżeli czegoś nie zrozumiałam, to zawsze mogłam się cofnąć. Kurs był też fajnie podzielony.

Tak że polecamy, kciuk dla Ciebie, dobra robota.

Tak, tak, polecamy jak najbardziej. Tomek się świetnie sprawdził.

Tomku, odezwij się, może będziesz chciał nagrać odcinek na temat tego, jak się uczyć UX i UI. Zapraszam.

Tak, zapraszamy.

 

No dobrze, to lećmy dalej. Czy z perspektywy czasu zrobiłabyś coś inaczej? Na co Twoim zdaniem poświęciłaś za dużo energii, a nie było to tego warte?

Na pewno spróbowałabym być dla siebie bardziej wyrozumiała i nie karciłabym się za każde potknięcie. Czyli tak jak mówiłam: metoda prób i błędów, nie zniechęcać się. Jeżeli coś nie idzie, to nie idzie, bo nie od razu Rzym zbudowano, ale nie poddajemy się.

Na pewno pracowałabym jeszcze ciężej, w sensie takim, że… Często było tak na przykład na studiach – o, robimy jakąś aplikację dla perfum. Ja wtedy się ograniczałam tylko do tych perfum, zamiast szukać jeszcze większej liczby pomysłów, coś próbować. Chciałabym się nie ograniczać, jeszcze więcej szukać.

No i przede wszystkim takie najważniejsze: zaufałabym procesowi – że to, co robię, idzie w dobrym kierunku. I nawet jak nie idzie, to jest OK.

 

No dobrze. To teraz chyba jedno z ciekawszych pytań dla naszych słuchaczy. W porównaniu z ostatnimi latami rynek pracy zwiększył wymagania wobec juniorów z różnych branż. Ma to związek z obecną sytuacją polityczną, gospodarczą oraz większą liczbą przebranżowień. Tobie jednak niedawno udało się dostać pierwszą pracę w nowym zawodzie. Jak tego dokonałaś?

Przede wszystkim dużo pracy. Wspomniałam (albo nie wspomniałam, to teraz wspomnę), że teraz w życiu sama ambicja i ciężka praca już nie wystarczą. Trzeba mieć szczęście, ale trzeba to szczęście wypracować.

Faktycznie pracowałam nad tym, żeby mieć portfolio, żeby mieć projekty, ale też miałam to szczęście, że poznałam mojego szefa, który we mnie uwierzył, który stwierdził, że chce mi dać szansę, że chce mi jakoś pomóc. I to szczęście jakby wypracowałam – że gdzieś go tam znalazłam, gdzieś się poznaliśmy. On właśnie pomógł mi spróbować. Nawet te studia, te kursy – to wszystko doprowadziło do tego, że mieliśmy okazję się poznać.

To chcesz powiedzieć, że tak naprawdę networking czy polecenia to jest ten kierunek, o który warto mocniej zadbać, żeby znaleźć pracę?

Jestem zdania, że w dzisiejszych czasach kontakty są bardzo ważne. Bardzo ważne są znajomości i to nie pod tym względem, żeby kogoś wykorzystywać – Boże broń, żeby to tak nie zabrzmiało. Często jest tak, że mamy znajomych, którzy mają znajomych i na przykład ci znajomi kogoś szukają. Wiadomo, że dużo łatwiej dostać pracę z polecenia niż jak szukamy samemu.

Więc tak, te znajomości są istotne, ale też fajnie mieć znajomości pod tym względem, że kiedyś ty możesz komuś pomóc. Często są to osoby zaufane i kiedy potrzebujesz kogoś do swojego teamu, to oczywiście lepiej jest wziąć kogoś zaufanego niż „z ulicy”.

To może dodajmy, że te polecenia polegają na tym, że tak naprawdę otrzymujemy szansę i rekrutacja normalnie się odbywa. Musimy przejść przez pytania, zadania. Jesteśmy więc sprawdzani pod względem umiejętności, ale zazwyczaj nie ma tego etapu przeglądania CV – czyli nie trafiamy, powiedzmy, do tej wielkiej kuli, z której „losuje się” CV, tak?

Tak, dokładnie. Wydaje mi się, że ja też miałam to szczęście, że ten mój szef zobaczył we mnie potencjał i starał się dać mi pracę. Starał się, żeby to CV było rozpatrywane w pierwszej kolejności.

Chcesz nam powiedzieć, w jakich okolicznościach poznałaś szefa i jak to wyszło, że miał on możliwość zobaczyć, na ile cię stać?

Uczyłam język angielskiego. Szef potrzebował pomocy z angielskim – potrzebował kogoś do konwersacji. Żartowaliśmy, że… To znaczy ja myślałam, że on żartuje, że potrzebuje jakiegoś grafika, kogoś z UI/UX. I ja tak mówię: o, a kogo Ty tam potrzebujesz? Zagadałam go tak, a on na to: tak, potrzebuję, a ja mówię: tak serio?, a on, że tak. No to powiedziałam: o kurczę, no bo wiesz, ja jestem właśnie na studiach, rozwijam się w tym kierunku. On wtedy próbował mnie namówić, żebym podesłała swoje CV, ale to było w lutym, studiowałam dopiero pięć miesięcy, więc nie czułam się na siłach. Może kiedy indziej, może jeszcze poczekajmy…

No i szef zaproponował mi staż. Poszłam na ten staż, ale po jednym dniu już chyba tak się spodobałam w teamie, że stwierdzili, że chcą mnie na pełen etat. I tak to się zaczęło. Wysłałam CV już tak oficjalnie, a na drugi dzień dostałam odpowiedź, że mam pracę na pełen etat.

No i super, bardzo fajnie. Ale to nie koniec Twoich planów.

 

Przed Tobą dalsze poszukiwania, bo celujesz w Berlin, prawda? Pewnie potrzeba do tego czasu i strategii. Jak chcesz sobie zorganizować ten czas, żeby móc pójść dalej?

No tak, Berlin jest dla mnie na pierwszym miejscu, ale nie dlatego, że uważam, że polski rynek jest zły albo że polska jest zła. Ja Polskę bardzo lubię i cenię, jestem w ogóle strasznie dumna z naszego kraju i uważam, że mamy naprawdę niesamowitych, inteligentnych ludzi i że można dostać świetną pracę. Po prostu w Niemczech jest ktoś, kto na mnie czeka, więc to jest taką moją główną motywacją do przeprowadzki.

Jeżeli chodzi o strategię – gdy dostałam pierwszą pracę, to pracowałam w dziale social media i tam nauczyłam się przede wszystkim tego, jak te social media działają, jak działa LinkedIn. Okazało się, że ten LinkedIn pozwala na nawiązywanie znajomości. Jest międzynarodowy, więc wiele firm, wielu rekruterów z Niemiec jest na LinkedInie obecnych. Łapałam coraz więcej kontaktów, musiałam też sama je wyszukiwać, dowiadywać się o firmach – tak zaczęliśmy się metodą prób i błędów z tymi rekruterami znajdować.

I jeszcze nauka języków – to też jest bardzo ważne. Bardzo dużo czasu poświęcam na naukę języka niemieckiego, bo często dostaję wiadomości: słuchaj, fajne masz CV, fajne projekty, ale jednak my potrzebujemy kogoś z biegłym niemieckim.

Jeżeli myślimy o wyjeździe za granicę, to znajomość języka jest podstawą, chociaż kilka razy zdarzyło się tak, że aplikowałam do firm międzynarodowych w Niemczech, w Berlinie i jedna pani (Hiszpanka), z którą miałam rozmowę o pracę, powiedziała: nie chcemy niemieckiego, ale masz znać hiszpański. Kurczę, ten hiszpański to jeszcze inny temat. Ja się tego hiszpańskiego uczę, ale nadal nie znam go na tyle, żeby tę pracę mieć.

Myślę, że jeżeli chcesz być na miejscu, to zazwyczaj ten język jest potrzebny, ale jeżeli masz pracować zdalnie, to jednak to angielski jest wystarczający – przynajmniej jeśli chodzi o programistów.

Tak. Mój chłopak pracuje w firmie międzynarodowej, nie zna niemieckiego, a pracuje tam już długi czas. Tak że można, tylko trzeba znaleźć odpowiednią firmę.

 

Powiedz nam: czy już wiesz, czy praca na emigracji jest trudniejsza? Wiemy już, że ten język angielski niekoniecznie wystarczy, ale czy trzeba wiedzieć coś więcej, żeby móc pracować na emigracji?

Z własnego doświadczenia stety, niestety jeszcze nie wiem, ale mam nadzieję, że to niedługo się zmieni. Natomiast życie na emigracji zawsze jest trudniejsze. Obserwuję to właśnie na podstawie tego, jak mój chłopak pracuje w Niemczech. To może trochę zbyt brutalnie zabrzmi i pewnie część osób się za mną nie zgodzi, ale w obcym kraju zawsze będziemy gośćmi – nieważne, czy pracujemy tam dwadzieścia lat, dziesięć, pięć czy całe życie. Polak zawsze będzie Polakiem, Niemiec zawsze będzie Niemcem. Oczywiście ludzie będą nas traktowali z szacunkiem, ale nadal będziemy tam gościem. Takie jest moje zdanie, tak ja to odczuwam.

To ja może bym jeszcze dodał drugą rzecz, o której warto pamiętać. Nieraz spotkałem się już z taką opinią, że jak już jesteś na emigracji ileś lat i wracasz do Polski, to tu też się czujesz obco.

Tak, to też jest prawda. Muszę przyznać, że jak po dłuższym czasie wróciłam do Polski, to też tak miałam. Nie byłam za granicą aż tak długo, bo to było ponad pół roku, ale kiedy wróciłam, to też miałam takie momenty, że kurczę… ani tu, ani tu. Nigdzie nie było tak, powiedziałabym, po domowemu, niestety.

Więc to na pewno trudna decyzja, żeby się wybrać gdzieś za granicę, bo potem są takie historie, o których wspomnieliśmy.

Tak, dokładnie.

 

A teraz może coś dla osób, które dopiero myślą o zmianie branży. Z naszej rozmowy wynika, że to spore przedsięwzięcie – nie tylko finansowe, ale i organizacyjne. Może w ogóle nie warto się za to zabierać? Jak Ty czujesz się ze zmianami? Czy było warto?

Było warto. O Jezus, po stokroć było warto! Ja uważam, że to nawet trzeba – jeżeli coś nie sprawia nam frajdy, nie sprawia nam przyjemności, chodzimy do pracy za karę i cały czas: Boże, ja muszę wstać do pracy. Boże, ja muszę iść do pracy no to to jest ten dzwonek, kiedy po prostu trzeba się wziąć w garść i coś w tym życiu zmienić.

Myślę, że każdy z nas zna osobę, która w wieku sześćdziesięciu lat powie ci: wiesz, ja tak całe życie przepracowałem w jednej firmie i nie byłem szczęśliwy. Po co to? Tak że jeżeli ktoś, tak jak ja, nie czuje się architektem albo nie czuje się kimkolwiek w swojej branży, to po prostu nie pchać się w to na siłę, tylko znaleźć coś, co nas uszczęśliwia. Ja postanowiłam się przebranżowić zaraz po obronie, więc już tej pracy jako architekt nie miałam. Jako architekt pracowałam w sumie do września, a w październiku zaczęła studia UX/UI. Mogę powiedzieć, że w październiku zaczęłam oddychać. Normalnie zaczęłam oddychać, zaczęłam się cieszyć życiem.

Te projekty z architektury – jak siedziałam godzinami, majstrowałam przy nich – bardzo mnie stresowały. Byłam bardzo zniechęcona, nie podobało mi się. A jak już zaczęłam pracować z UX/UI, to, kurczę, zupełnie inne życie. Już czekałam na te zajęcia, już miałam taki specjalny notesik. To też jest fajna sprawa – żeby założyć sobie notesik z pomysłami, czymś, co nas inspiruje.

I po prostu działałam. Siadałam w Figmie i próbowałam poodkrywać jakieś nowe rzeczy. Jak mi nie szło, to i tak dalej działałam. Wtedy poczułam, że żyję. Potem była ta pierwsza praca jako UX/UI i wtedy już wiedziałam, że to jest to. To było super.

Jak tak o tym opowiadasz, to zastanawiam się, czy to jest sytuacja Twojego pokolenia. Bo jednak jesteś młodą osobą, której łatwo podjąć taką szybką decyzję o zmianie branży. Jest dużo osób starszych potrafiących latami być w pracy, która im niekoniecznie pasuje, i dopiero po jakimś czasie to zmieniają.

Czy myślisz, że to trochę zależy od Twojego pokolenia – że chętniej się przebranżawia – czy po prostu akurat Ty jesteś taką osobą i dlatego byłaś w stanie dość, powiedzmy, łatwo podjąć taką decyzję?

Ciężko mi powiedzieć. Wydaje mi się, że te starsze pokolenia to jest też kwestia rodziny. Warto zauważyć, że nie zakładamy rodzin jakoś super wcześnie w porównaniu do naszych rodziców. Wiadomo: jak ma się dzieci, jak ma się rodzinę, to już nie można myśleć tylko o sobie. Gdy ja nie miałam pracy, to mogłam myśleć tylko o sobie w takim sensie, że OK, muszę utrzymać tylko siebie, ale są osoby, które mogą mi pomóc. Natomiast kiedy masz żonę, dziecko albo męża, to już myślimy o całej trójce, a nie tylko o sobie. Więc to jest też inna sprawa.

Myślę, że nasze pokolenie – nie chcę tu, Boże broń, źle czy nieskromnie zabrzmieć – nauczyło się lepiej szanować życie. Często moi rodzice mnie na przykład nie rozumieją, bo są zdania, że przecież trzeba pracować – jak zaczęłaś pracować, to musisz już pracować. To już jest kwestia przyzwyczajenia. Oni nie rozumieją, że mogą spróbować zrobić coś innego, co im da szczęście, oni się po prostu tego boją. A my chyba już jesteśmy na tyle odważni, otwarci na te zmiany, że próbujemy, że się tak nie boimy. To chyba więc takie dwie rzeczy: rodzina i to że jesteśmy bardziej otwarci na świat, że te umysły są bardziej otwarte.

Dodałbym jeszcze to, że osoby młode bardziej cenią możliwość decydowania o sobie. Może też pokolenie moich czy Twoich rodziców nie za bardzo miało taką możliwość, bo wtedy były inne czasy.

Tak, tak, to też właśnie chciałam powiedzieć, że to absolutnie nie jest wina naszych rodziców, naszych babć czy dziadków, tylko właśnie tego, że świat nie był tak rozwinięty, że Polska nie była tak rozwinięta. Nie było takiej dostępności do wszystkiego. Kiedy pojawiły się telefony, komputery? Teraz mamy wszystko: idziesz do sklepu, kupujesz. A kiedyś, jak ciocia z Ameryki przyjechała, to wtedy to było wow. Teraz po prostu mamy większy dostęp do wszystkiego.

 

No dobrze, to już jedno z ostatnich pytań: jaką książkę polecisz osobie, która chce skutecznie się przebranżowić?

Robin Sharma to jest taki mój guru, rzekłabym. Polecam jego dwie książki: Mnich, który sprzedał swoje ferrari i Klub 5 rano. To są dwie bardzo fajne pozycje, które mogą pomóc nam troszeczkę inaczej spojrzeć na to, kim jesteśmy, jacy jesteśmy i jacy chcielibyśmy być. To przede wszystkim są książki, które nakreślają wartość produktywności i siły zaangażowania, efektywności w pracy. Dzięki temu troszeczkę inaczej spojrzałam na siebie, na to, co robię, na to, co chciałabym robić.

Ten mnich, który sprzedał swoje ferrari, to jest pan prawnik, który też nie pamiętał o sobie, tylko dużo pracował i wcale nie był szczęśliwy. To mi też pomogło troszeczkę inaczej na siebie spojrzeć – że okej, zmiany są dobre, że jak nie zaryzykujesz… Właśnie, tak też jest z naszymi rodzicami: oni nigdy nie podejmują ryzyka, bo są już przyzwyczajeni do tego, że się boją. My natomiast podejmujemy ryzyko i czasami na tym tracimy, ale też są takie momenty, gdzie bardzo dużo zyskujemy.

Aha, jeszcze książka Nie każ mi myśleć – bardziej dla osób, które są zainteresowane właśnie i UX-em. Książka na pewno pozwoli nam dużo lepiej zrozumieć cały proces projektowy: od czego zacząć, jak się do tego przygotować.

 

Super, to na koniec, Dario, gdzie można Cię znaleźć w sieci, jeżeli ktoś chciałby się Ciebie poradzić, jak się skutecznie przebranżowić?

Można mnie znaleźć na LinkedInie, na Instagramie i na Behance. /dcyrulik i na LinkedInie, i na Behance, a na Instagramie trawena. Instagrama i Behance ostatnio nie odnawiałam, skupiałam się głównie na LinkedInie i tam można mnie najczęściej znaleźć. Wrzucam też takie nowości: co u mnie, jakiś projekt czy kursy. Jestem chętna do rozmowy, tak że jeśli ktoś miałby jakieś pytania, to ja z chęcią odpowiem.

To zapraszamy, piszcie do Darii.

A ja Tobie, Dario, dziękuję za dzisiejszą naszą rozmowę i podzielenie się swoimi doświadczeniami.

Ja również dziękuję.

Polecana książka

Mnich, który sprzedał swoje ferrari
Robin Sharma

Słuchaj także na:

Udostępnij ten artykuł:

Polecana książka

Mnich, który sprzedał swoje ferrari
Robin Sharma

Mentoring to efektywna nauka pod okiem doświadczonej osoby, która:

  • przekazuje Ci swoją wiedzę i nadzoruje Twoje postępy w zdobywaniu umiejętności,
  • uczy Cię dobrych praktyk i wyłapuje złe nawyki,
  • wspiera Twój rozwój i zwiększa zaangażowanie w naukę.

Mam coś dla Ciebie!

W każdy piątek rozsyłam motywujący do nauki programowania newsletter!

Dodatkowo od razu otrzymasz ode mnie e-book o wartości 39 zł. To ponad 40 stron konkretów o nauce programowania i pracy w IT.

PS Zazwyczaj wysyłam 1-2 wiadomości na tydzień. Nikomu nie będę udostępniał Twojego adresu e-mail.